BAKUNA MATATA, jak cudownie to brzmi.

Eloszki! Kłaniam się nisko, po same piździsko. Tym razem nareszcie z Filipin. Stwierdziłem, że to właśnie obecny moment w czasie i przestrzeni, jest najlepszym na rozważanie ewentualnego powrotu. Przemieszczać się po moich zadupiach już można w miare swobodnie. Przyłbice i kolczugi – zniesione. Przywrócony swobodny wstęp do placówek i przybytków publicznych. Niedobrze jedynie, ze ciągle szkoły pozamykane. Poza tym czuje w gaciach, ze wkrótce podroż na Fili może być poza zasięgiem niezrzeszonych w Klubie Covidioty. Do tej pory intuicja mnie raczej nie zawodziła, a najnowsze objawienie jaśnie oświeconego Dotartego potwierdza tylko moje obawy. Od 1 Grudnia 2021 Filipiny otwierają się na obcokrajowców. Z tym, że tylko na tych, którzy posiadają legitymację członkowską.

Obecnie na Fili wybrać się mogą tylko obieżyświaty, które objęte są programem Balikbayan. Czyli Filipy, naturalizowane Filipiy, oraz ich obcokrajowi małżonkowie i dzieci (pod warunkiem, ze podróżuja razem z Filipem/naturalizowanym Filipem). Problem jednak w tym, że zasady wstępu do danego kraju zmieniają się szybciej, niż feministka zmienia kolor włosów. Skutkiem tego przewoźnicy i celnicy mają często zagwózdke i na wszelki wypadek wolą klienta odprawić do domu, niż zebrać potem opierdol albo dyscyplinarke, ze wysłanie delikwenta na drugi koniec świata, tylko po to, żeby tam okazało się, że jakiegoś świstka brakuje. Buzi w klamke i spowrotem w samolot. Jak chcecie w tych pojebanych czasach podróżować, to polecam wykuć na blaszkę wszystkie procedury, jak ”Ojcze nasz” i władać nimi lepiej od tych, którzy je egzekwują. Tak wygladała moja przeprawa. Posluchajta!

Terminal odlotowy wygladal w sumie niemal identycznie od tego sprzed plandemii. Z tą, małą różnicą, że pasażer zanim uda sie do nadania bagażu, musi najpierw przejść przez dodatkowy czek point od sprawdzania papierów. Nie spodziewałem się, że to właśnie tutaj wystąpią pierwsze wkurwy. W kolejce przed nami bialas odesłany w pizdu za brak One Health Pass. Naturalizowana Filifionka odesłana za brak aktu urodzenia. Pięknie kurwa – myśle se. – Jak tak dalej pójdzie, to pustym samolotem będziemy lecieć – Przyszla nasza kolej. Baba od przewoźnika zupełnie nie ironicznie, a raczej glosem widocznie zestresowanym wyskakuje do nas z pytaniem – To co wy tam potrzebujecie, na te Filipiny? Vizy? – Profeska pełną gębą, kurwa. Klient ma tłumaczyć obsłudze klienta, jak go obsłużyć. No cóż… Jaki kraj, taka obsuga klienta. Przywykłem już, że w UK klient jest traktowany, jak szmata. Tym bardziej w czasach plandemii, gdzie troche więcej władzy wykonawczej powoduje u egzekutorow masowe orgazmy. Nie tracąc więc czasu mówie, do baby – Niczego poza paszportami nie potrzebujemy – Babsztyl cos tam poklepal w komputerku, po czym wylatuje – Papieren bitte! Legitymacje czlonka Klubu Covidioty, negatywne testy IQ… – Hola, hola, wstrzymaj konia! – przerywam jej – Podróżujac na Filipiny niczego takiego nie potrzebujemy. – Baba na to, ze bez negatywnego testu IQ nas do samolotu nie wpuści. A ja na to – Prosze mi kurwa pokazac, gdzie tak jest na waszej stronie przewoźnika napisane! – Baba się zakłopotała i poszła się naskażyć szefowej. Prawie godzinę później przylazła z drugą babą (delikatnie uprzejmiejszą), która zdała się porzucić argument naszego braku testów i legitymacji, a złapala się zakazu wjazdu na Filipiny obcokrajowcom bez wiz. – Wcale, bo nie kurwa… – mówie im już letko podkurwiony – Bo na Fili ma wjazd każdy objęty programem Balikbayan, włacznie z obcokrajowym mężem i dziećmi, pod warunkiem wylegitymowania się aktem małżeństwa, oraz aktem urodzenia dzieci. – A wy macie te dokumenty? – pyta struchlaly babiszon – Ano kurwa mamy, ale nikt nas wcześniej nie raczył zapytać – posprawdzały, popierdoliły coś pod nosem, zdjęcia porobiły i łaskawie puściły nas dalej. Zero pojęcia o lokalnych procedurach, bo tego, co najważniejsze, nie sprawdziły. Przy czek-inie 4 walizy nadane bez większych problemów. Wtajemniczonym nie muszę chyba tłumaczyć, że wszystkie 4 po brzegi wypchane pasalubong, a nasze rzeczy tylko w kieszeniach i podręcznym. Sekjurity czek też w miarę płynnie. Potem jescze tylko 2 flaszki Smirnoffa z duti-fri do obalenia ze szwagrami i czekamy na odlot. Cala ta procedura zazwyczaj zajmowala nam 45 minut. Teraz kurwa trwala prawie 3 godziny mimo śmiesznego wręcz obłożenia. Przesiadka w Hong Kongu. A tam następna jazda bez trzymanki.

Lotnisko w HK mnie zawsze rozpierdalalo swoim ogromem. Godzina na przesiadkę, może okazać się za krótka na przepierdolenie się z ozorem na wierzchu przez 200 bramek, zanim dobiegnie sie do swojej. Korytarze, mimo tego, że wyposażone w te przyspieszjące taśmociągi rodem z Sonica, to i tak wydają się ciągnąć w nieskończoność. Po wylądowaniu nie poznałem lotniska. Puste kurwa jakies. Odcinki pozamykane. Przewodnik podróży zabrał nas od razu z sekjurity czek do sprawdzania papierów, a tam znowu niekompeteni pracownicy. Koleżka tak tasował naszymi paszportami, ze przez chwile myslałem, że zaraz mi rozda i zaczniemy grać w brydża. Chciał jakichs papierów z dupy, zupelnie zbędnych i co chwile siedzial na telefonie do szefa. Procedura, mogło by się wydawać banalna, a zajęła dwie godziny. W samolocie nawet kawałek plastikowej bułki nie dali do przerzucia, bo wirus atakuje. Kurwa ja pierdole…

Przyznam szczerze, ze po tym, co spotkało nas w UK i HK, w Manili spodziewalem się najgorszego. A tu kurwa ku mojemu zdziwieniu jak po maśle. Najpierw BOQ sprawdzili One Health Pass i zabukowali test IQ odpowiednio do statusu członka Klubu Covidioty. Potem następna obsuga klienta obczaiła, czy cela zabukowana w więzieniu akredytowanym przez BOQ. Następnie odprawa celna i kurwa wierzcie albo nie, ale chwile później już odbieralismy walizki. Bylem przygotowany mentalnie na conajmniej kilka godzin pierdolenia i kilkanaście łapówek, a tu niespełna godzinę po lądowaniu siedzieliśmy już w taksówce w drodze do aresztu. Do tego NAIA jest czyściutka i wylizana, nawet w zewnętrznej częsci. Szok i niedowierzanie kurwa… Nie spodziewałem się, że to kiedykolwiek wypowiem, ale było to przyjemne doświadczenie.

W szampańskich nastrojach zameldowaliśmy się z więzieniu. Zabukowalem jakieś ścierwo w Cubao za grosze, aby tylko odjebać te 7 dni. Syf, kiła i karaluchy pod poduchy. No ale za takie psie pieniądze nie było się co spodziewać księcia z bajki. W chuj wolnego czasu, wiec włączylem tą mdłą, filipińską telewizję i zacząlem nadrabiac zaleglości w polityce. Kanały też musiałem sobie sam wystroić, bo kurwa samoobsługa. Ale zamiast newsów, zostałem zbombardowany „bakunami”. Jak to mój Ojciec zwykł mawiać ”Ach te filmy w tej telewizji… Ciągle przeszkadzają w ogladaniu reklam”. Na Filipinach machina propagandowa zapierdala pełną parą. Dwa lata tego cyrku, a tu ciągle ”Bakuna to, bakuna tamto”. BAKUNA MATATA kurwa. To nie byle bzik! To istna pandemia debilizmu. Sportowcy padaja na murawie, jak kawki na zawał serca, kobiety w tysiącach rodzą martwe dzieci, problemy neurologiczne i kardiologiczne na niepokojącą skalę, a na Filipinach BAKUNA MATATA. Gibraltar 99% wyszczepiony, a wchodzi w lockdown, bo liczba zakażeń wypierdala im w kosmos. W Afryce Południowej wszyscy zdiagnozowani z nowym super madafaka wariantem to członkowie Klubu Covidioty, a na Filipinach BAKUNA MATATA. Zastanawiałem się czy podczas ogladania filipinskich njusów naliczę 100 „bakun” w ciagu 10 minut. Zgubilem sie w okolicach Dwieścietrzydzieścicośtam. Najsmutniejsze jest to, że Filipy kochają „bakuny” i wszystkie restrykcje, które idą z nimi w parze. Teraz, jak jestem na miejscu, to będę szukał jakichś podziemnych ruchów oporu, bo narazie nawet wszyscy lokalni znajomi, to „bakuniarze”. Napiszę oczywiście na bierząco, co udało mi się odkryć. Narazie wiem tylko tyle, że wyrzeczenie się Covidiockiej Legitymacji spotyka się z negatywnym odbiorem opinii publicznej.

Ale żeby zakończyć wpisa nutką optymizmu, znana i lubiana melodia, a od dzisiaj moja myśl przewodnia. ”I już się nie martw, aż do końca swych dni! Zarzyj se tych dwóch! Radosnych szczepionków! BAKUNA MATATA!”. Do nastepnego! Pozdro!

6 myśli na temat “BAKUNA MATATA, jak cudownie to brzmi.

Dodaj własny

  1. Heh, Leciałem miesiąc temu i wszystko się zgadza. Wydawało mi się że pierwsze lotnisko czyli Berlin będzie najłatwiejsze a okazało się najtrudniejsze. Nawet cofneli mnie przez brak „One Health Pass” choć jako lecący do Cebu w ogóle tego nie potrzebowalem. Generalnie urzedusy nic nie wiedzą i sprawdzają w nieskończoność. Wkurwiony jak myślisz przyjdzie taki dzień że nie wpuszcza nas do malla z powodu braku legitymacji covidioty?

    Polubienie

    1. Elo. Myślę, że to tylko kwestia czasu. Ja już zaczynam kołować lewe papiery i polecam zainteresować się tym tematem każdemu, kto nie chce ryzykować paraliżu od szprycy. Trochę mi się to nie podoba, bo nabijamy im dodatkowo staty, ale lepsze lewe papiery, od wózka inwalidzkiego. Pozdro!

      Polubienie

  2. Czołem jaśnie Wkurwiony! Przeżyłeś ten churagan? Jak tylko o nim usłyszałem to pomyślałem sobie „O kórwa, wkórwiony!” Pewnie cała rodzina od razu dzwoniła do Ciebie…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: