Tunog Kalye – Dźwięki ulicy

Eloszki. W tym wpisie chciałbym was zabrać w podróż do lat 90’. A dokładniej, do alternatywnej muzyki lat 90’ rodem z Filipin. Jeżeli nie jesteście melomanami, albo zwykliście słuchać tylko papkę dla debili z obecnych list przebojów, to możecie śmiało przewinąć ten wpis. Nic tu ciekawego dla was nie zaserwuję. Jeśli jednak kochacie alternatywną muzykę rockową, to zapraszam na przejażdżkę po legendarnych nutach z antypodów. Posłuchajta!

Moja przygoda z Tunog Kalye zaczęła się nie inaczej kurwa, jak poprzez karaoke. Dzięki wielokrotnym libacjom przy majku poznałem wszystkie lokalne, kultowe kapele rockowe. A dzięki lokalsom, z którymi imprezowałem, poznałem także historie tych zespołów, ich utworów, oraz całą kulturę, która im wtedy towarzyszyła. Ale od początku. Co to jest Tunog Kalye?

Termin Tunog Kalye jest dzisiaj używany do zdefiniowania alternatywnej muzyki rockowej lat 90’ na Filipinach. Oryginalnie pochodzi od nazwy audycji radiowej, która w tamtych czasach puszczała na żywo undergroundowe kapele. Stąd nazwa – Tunog Kalye – Dźwięki ulicy. Dla białasa muzyka ta nie jest niczym odkrywczym. Niby lata 90’, a czuć mnóstwo inspiracji brytyjskiego New Wave lat 80’, albo Metalu z lat 70’. Na Filipinach jednak było to coś zupełnie świeżego. Możaby tu naciągnąc trochę prawdę i napisać, że Filipińczycy byli pionierami i grali muzę ‘unplugged’ na żywo w czasach, kiedy to jeszcze nie było tak powszechnie zpopularyzowane. Ale prawda jest taka, że grali ‘unplugged’, bo nie było ich stać na ‘plugged’. Jedziem dalej.

Dotychczas filipińska muzyka, to raczej ckliwe pierdypołki rodem z konkwisty, a tu kurwa raptem nuta z zachodu z domieszką filipińskiego brudu i prostoty. Jakościowo była mile morskie za takimi legendami, jak The Cure, czy Black Sabbath. Bardziej przypominała polskie młockarnie punkowe czasów PRL-u, jak na przykład Cela nr 3, czy KSU. A filipiński vocal? No cóż kurwa… Brzmiał, jakby przywiązali Pinoya do drzewa i go sztachetą po jajach nakurwiali. Ale mimo tych wszystkich niedojebań jest w tej muzyce coś magicznego. Zawsze, jak tego słucham, to budzi się we mnie nostalgia. Chuj wie jakim cudem, bo mnie na Fili w latach 90’ nie było. Ale znając język tagalski, a tym samym treść tych utworów, jestem w stanie bez problemu poczuć klimat tamtych lat i zrozumieć dlaczego Tunog Kalye cieszy się na Filipinach tak kultowym statusem. Podobnie, jak polski punk rock, Tunog Kalye nie była muzyką przełomową tylko pod kątem stricte muzycznym. Owszem, dużo było tam śpiewania o dupie Maryny, ale często kapele te dotykały tematów, które były dość niewygodne w oczach ówczesnej popkultury. Na przykład chujowych warunków do życia i biedy społeczeństwa. O chciwości rządzących. O ślepocie zmanipulowanego narodu. Itp. Skończyło się kurwa wieczne wychwalanie na hiszpańską modłę. Ktoś wreszcie zaczął śpiewać, jak jest i Filipińczykom otworzyły się oczy. Tak narodziła się pierwsza alternatywna subkultura na Filipinach. Ameryka miała swoich Greaserów. A Filipiny swoich Tambay sa Kalye kurwa!

Dość pierdolenia, pora na muzę! Oto kilka wybranych przeze mnie szlagierów Tunog Kalye. Na pierwszy strzał Yano. Moja topowa kapela. Niestety tylko trzy pierwsze albumy rozrywają dupsko. Potem łasy na kabzę Dong Abay (wokalista kapeli) odszedł solować i zostawił przybytek na głowie Erica Gancio (gitarzysty). Eric udźwignął brzemię od strony instrumentalnej, ale wyje tak niemiłosiernie, że nie da się tego słuchać. Abay popadł w depreche i używki, a Gancio rzępoli do dziś. Smutny i tragiczny koniec świetnej niegdyś kapeli. Poniżej „Esem”. Jeśli miałbym streścić ten utwór w jednym zdaniu, to powiedziałbym „kwintesencja filipińskości w pigułce”. Posłuchajta!

Następną legendą jest zespół Rivermaya. Melodyjny wokal Bamboo i charakterystyczne gitary sprawiają, że nie da się tej kapeli pomylić z żadną inną. Niestety podzieliła los Yano. Bamboo Manalac również odszedł solować. Z tą różnicą, że nie zachlał się w trupa, a robią dobrą muzę pod banderą Bamboo. Polecam. A poniżej ich chyba najlepszy numer.

Na tej liście nie może zabraknąć The Dawn. Nuta na sto kilometrów śmierdzi The Cure. Wokalu wolę nie wąchać. Niemniej kawałek “Iisang Bangka”, to kurewski majstersztyk.

Kawałek, bez którego żadna filipińska popijawa nie ma prawa bytu – „Lakas Tama” by Siakol!!!

The Youth. Żywy przykład na to, że na Filipinach nawet w alternatywnym rocku bez Boga, tylko do nikąd.

Na koniec Eraserheads i mój ulubiony ich kawałek.

Honorowo wypadałoby tu wspomnieć o After Image, Alamid, Parokya Ni Edgar, Wolfgang, oraz The Teeth. Ale to już jak wam się zachce do wygooglowania we własnym zakresie. Tyle na dzisiaj. Do następnego! Pozdro!

Jedna myśl na temat “Tunog Kalye – Dźwięki ulicy

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: