Z czego żyć na Filipinach? (część 1)

Witam Ziomki! Dzisiaj podzielę się z wami moją tajemną wiedzą na temat biznesowania na Filipinach. Przedstawię sposoby na robienie kaski, które będą wam generować stosunkowo solidne dochody, które powinny bez problemu pozwolić wam utrzymać siebie i rodzinę. Nie będzie to recepta na zbijanie kokosów, czy pseudo-kołczowski wpis typu „od zera do milionera”, tylko faktyczne przykłady prowadzenia działalności gospodarczej, które sprawdziły się w praktyce, i które z czystym sumieniem mogę wam polecić. Są to biznesy umiarkowanie bezstresowe, na średniej wyjebce, w klimacie „co by tu zrobić, żeby się nie narobić, a zarobić”. Coś, co nie wymaga ogromnego zaangażowania i w razie potrzeby można to zamknąć na cztery spusty, bez generowania poważnych strat. Sugestie te będą w zasięgu ręki każdego przeciętnego Kowalskiego, który chciałby się osiedlić na stałe na Filipinach, ale nie dysponuje żadnym skillem, jak na przykład ponadprzeciętna umiejętność gry w pokera, czy specjalistyczna wiedza na temat marketingu. Niestety potrzebny wam będzie kapitał inwestycyjny. Jak chcecie wystartować z gołą dupą, no to musicie poszukać gdzie indziej. Wiem, wiem kurwa, srovid! Spóźniłem się z takimi poradami, ale kto wie, co przyniesie przyszłość? Być może te informacje kiedyś się wam przydadzą. Poza tym, jeśli jesteście zdeterminowani i odważni, i nie chcecie wracać na zachód, to większość porad tu zawartych możecie realizować mimo plandemii. Tyle słowem wstępu. A tera do rzeczy.

Pierwszą i najważniejszą zasadą biznesowania na Filipinach jest – resourcefulness. Angielskie słowo w pełni oddaje jego wagę, bo polski odpowiednik „zaradność”, „obrotność”, chuja wam powie. Kluczem jest planowanie życia wokół biznesu, a nie biznesu wokół życia. Nie kminicie? Nie szkodzi, potem wyjaśnię na przykładach. Druga zasada biznesowania na Filipinach, to – wielobranżowość. Rynek zbytu jest tu tak nie pewny, że inwestowanie całej swojej energii i środków w jeden interes może okazać się niewystarczające. Wymęczycie się kurwa ciągłą walką o utrzymanie się na powierzchni, a w pewnym momencie pojawi się coś, co nie jest od was zależne i chuj bombki strzeli. Cała wasza krawawica pójdzie w piach. W przypadku prowadzenia kilku działalności równolegle jesteście w stanie pokryć straty kulejącej z tej, która prosperuje akurat nie najgorzej. Trzecia i ostatnia zasada, to budowanie waszego finansowego imperium na zadupiu ze swoich własnych pieniędzy. Nie polecam w chuj startować z kredytem na plecach. Wystarczająco trudno będzie wam wyżyć z czystym kontem. A jak będziecie ciągnąć za sobą po dnie kotwicę, to na filipińskich wodach zahaczenie o jakiś głaz, który pociągnie was na dno, jest nieuniknione. I nawet w razie biedy, jak wam biznes nie wypali, to wyjdziecie na zero i nie będziecie musieli spierdalać z kraju przed wierzycielami. No i pora na szczegóły. Oto biznesy, które przy odpowiednim kapitale powinny bez problemu zapewnić utrzymanie każdemu burakowi i cebuliance. Posłuchajta!

1. „Reszort… No kurwa no reszort…”.

Także tego. Pomieszkaliście na Fili już jakiś czas. Poznaliście już doskonale okolicę. Zmęczyło was wynajmowanie i ładowanie kasy komuś w dupe i stwierdziliście, że jesteście gotowi wybudować sobie chatę. Kupiliście se działeczkę w fajnej lokalizacji z zajebistym widokiem i zaczynacie stawiać swój wymarzony dom. Albo żeby się nie pierdolić, kupujecie kondo w subdivision. Zajebiście, nie? Błąd kurwa! Tak jak napisałem w punkcie pierwszym zasad biznesowania na Filipinach – życie planujecie wokół biznesu. Co z tego, że postawicie sobie wyjebaną Villę i co rano z kawką i papieroskiem na balkonie będziecie się jarać, jaki to piękny wschód słońca nad zatoką, skoro żadnego dochodu z tego nie ma. Zamiast domu, zbudujcie reszort. Lokalsi generalnie budują na 150m2 i mniej. Białasy na 300m2 i więcej. Ja bym wam polecał działkę o powierzchni co najmniej 500m2. Nawet kosztem widoczków. Nie koniecznie w turystycznej lokacji, a nawet w waszym wypizdowie, gdzie białasów jak na lekarstwo. Obowiązkowy basen na minimum cztery stopy, idealnie – pięć. Ze dwa, trzy pokoje gościnne, jakiś kibel i natrysk na zewnątrz, otwartą kuchnie, dach ze strzechy, żeby można było spierdolić przed słońcem, albo deszczem i maszyne karałokę. Dla siebie i rodziny stawiacie gdzieś w kącie dwuizbową szopę, żeby było gdzie ugotować i się przespać. Wypasiony pokój wypoczynkowy nie będzie wam potrzebny, bo Filipy większość swojego życia spędzają na zewnątrz. A poza tym macie wszystkie luksusy resortu pod samym nosem, więc gdy nie będzie gości relaxem będziecie srać i rzygać na przemian. Polecałbym wam to wynajmować na 24h exkluzywnie za jakąś jedną kwotę, żeby się nie pierdolić z wejściówkami/wyjściówkami od osoby. Pizde wam będą tylko zawracać i cały dzień zjebany. A tak wpuszczacie o 9 rano, zbieracie 10.000 php na przykład i wypuszczacie na następny dzień. Liczba ludzi nie gra roli, bo Filipy potrafią się wjebać całym stadem i spać po podłogach, co im w ogóle nie przeszkadza. Także po dwa łóżka piętrowe w pokoju i high life. Co do kosztów, to na taki mini-reszort nie powinniście wydać wiele więcej niż na trzy/cztero-pokojowy, piętrowy dom wolnostojący.

2. Crazy taxi.

Biznes numer dwa i punkt drugi resourcefulnessowania. Wozidło na Fili jest niezbędne, a już zwłaszcza na zadupiu. Przy kupnie pojazdu, również trza zainwestować w coś z czego można generować dochód. Żadnego jednoślada kurwa. Wiem, że fajnie popierdalać z wiatrem we włosach, nagrać kilka filmików i wrzucić je na jutuba ku zachwytowi Ziomaleczków z Polski. Wszystko fajnie, tylko Filipińczycy jeżdżą na gazie kurwa i już jeden nasz rodak, Bloger o mało nie stracił przez nich ręki, a drugi nogi. Widząc, jak inni nic sobie z tego nie robią, pozostaje mi stwierdzić kurwa, że stracili głowy. Jedynym prawilnym pojazdem białasa na Filipinach, jest samochód. I to najlepiej z zaciemnionymi szybami, żeby nie dawać policmajstrom pretekstu do wjebania mandatu. Ale zostawiam to już kurwa, bo ten post się nigdy nie skończy. Potrzebujecie czegoś, co jest ładowne i przewiezie 7 – 9 pasażerów. Odpowiedzią jest tu minibus. Idealny dla rodziny, do przewiezienia gratów kiedy trzeba i jako taryfa. I znowu nie pierdoliłbym się tu w wożenie babci z Pcimia do Wąchocka za psi grosz, tylko skupił się na długofalowych podróżach międzystanowych, oraz lotniskach międzynarodowych. Takich klientów będziecie mieli znacznie mniej, ale za to forsa będzie się zgadzać. Za jeden wyjazd parodniowy możecie wołać nawet 20.000 php. Za podwóz na lotnisko od 5.000 php do 10.000 php w zależności od tego, jak daleko od lotniska. Konkretny i łatwy zastrzyk kasy.

O ja jebie… Nie spodziewałem się, że ten materiał będzie tak obszerny. Wyczerpałem już znaki przeciętnego wkurwionego wpisa, a dopiero się zacząłem rozkręcać. W takiej sytuacji kończę kurwa na dzisiaj, a część drugą wrzucę następną razą. Zanim jednak to nastąpi, to chciałbym jeszcze podkreślić, że te dwa bieda-biznesy, które opisałem powyżej nie mogą być głównymi żywicielami. Utrzymywanie się w stu procentach z turystyki to nie jest dobry pomysł. O ile w kwietniu będziecie mieli pełne obłożenie (to też zależy od lokalizacji), tak od czerwca do września może być bieda i pustka. Dodaj do tego covidiotę i bankrut murowany. Ale nie martwcie się, bo w następnym wpisie opowiem wam między innymi, o regularnym, głównym dochodzie. Mam nadzieję, że narobiłem wam smaczku swoim pierdoleniem i poczekacie wygłodniali na kontynuację, którą powinienem dopisać za kilka dni. Dzięki za poczytanie. I do następnego. Pozdro!

3 myśli na temat “Z czego żyć na Filipinach? (część 1)

Dodaj własny

  1. Wszyscy kurva tylko resort i resort. Jebać resort. Średnia wieku na Fili to 25 lat, więc ludzie którzy się jeszcze nie dorobili kasy na lokal mieszkalny. Wynajem długoterminowy.
    Ludzi na Fili przybywa i raczej przybywać będzie. Ostatnie ok. 30 lat podwojone pogłowie do ponad 110mln jebiących się jak króliki katoli. Guma to grzech i drogo kosztuje, a jebać się chce.
    Dom w MetroManili, blisko BGC ( wciąż Taguig, ale z buta 45 minut lub dżipnejem jak sardynka poniżej 15 minut )
    5-10mln peso, pokoji 13 razy 8000 peso na miesiąc razy 12 miesięcy
    =1248000
    Zakładając skromnie średnie obłożenie 50% inwestycja zwraca się po ośmiu latach

    Polubienie

    1. Elo. Moje wypociny, to raczej podpowiedzi dla białasów, niż miejscowych. Ja bym się w życiu na stałe na Fili nie wybierał z gołą dupą. A jak masz jakiś kapitał i chcesz kupić albo wybudować cztery kąty, to rozsądniej jest postawić barak z trzema pokojami gościnnymi, wykopać basen i pierdolnąć zadaszenie ze strzechy. Nazywać to „resort”, to może i na wyrost, ale nie w takich „resortach” balowałem. Jak masz już bujać wora w swoim domu, to chyba lepiej w takim, gdzie może ci wpaść 10 koła za 24 godziny moczenia pipy. Pozdro!

      Polubienie

  2. Elo, Wkoorviony.
    Pozdro Cię rownież.

    Toś teraz polecial zdrowo z tematem biznesowym. KOORVA!!!

    10 koła za 24 godziny moczenia pipy?

    Serio tyle dają?

    Gdzie? Jak?

    …a ja głupi za darmo dawałem
    😜
    …no prawie za darmo, śniadanie do wyra serwowano. Kawa też była, bo lubie o poranku.
    Też ciekawy pomysł na biznes, ale raczej delikatnie nielegalny.

    A tak na poważnie.
    Pomysł z wynajmem długoterminowym narodził mi się w Manili, niedaleko Bayani Road w Taguig. Mojej wtedy przyszłej żonie jakaś miła starsza kobieta wynajmowała pokój z łazienką i częścia kuchenną ( studio chyba się to nazywa ) 4 na 6 metrów z osobnym wejściem.
    Podobny lokal na przeciwko sprzedany został za 5 milionów, a inny w promieniu 400 metrów z 12 pokojami był ogłoszony za 8. Z czegoś trzeba na miejscu żyć, a godność by mi nie pozwalała by być w 100% kurem domowym i o drobne na redhorsa u baby żebrać.
    Najem okazjonalny można połączyć w jednym lokalu z długoterminowym. Niekoniecznie Manila, Davao też ma potencjał, a jeśli niebawem uda im się wybudować most na wyspę Samal to ta wyspa może się stać przedmieściami Davao. Staram się namówić żonę by kupiła tam ziemię, jej dwie siostry już to zrobiły.
    Baguio też mi chodzi po głowie ze względu na chłodniejszy klimat. Nie widzi mi się spędzać emerytury w zimnodeszczowej, rzadko nasłonecznionej Anglii.

    Jak sobie pomyślę, Wkoorviony, jakie Ty tam masz teraz ciepełko, słońce i przyjemne dla oka skąpo odziane, maślanymi oczami pożerające spojrzeniem lokalne siksy…
    Koorva mać. Idę leżeć pod autem. Zmieniam olej i filtr w skrzyni CVT, bo mi minimum dwoma godziny portwel straszyli.
    Co sądzisz o mechanice samochodowej jako biznes na Fili?
    Samochodów przybywa, ruch uliczny nawet cztery razy gęstszy niż w Londonistanie, a wielu warsztatów to tam ni ma. Czyżbym odkrył jakąś lukę na runku?
    Brat żony w Davao na brak zleceń na naprawę pojazdów nie narzeka

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: