Mayabang

Eloszki. Dziś o tym dlaczego Filipiny między innymi wyglądają, jak wyglądają i dlaczego borykają się z takimi problemami, a nie innymi. „Mayabang”. Nierozłączny element mentalności filipińskiej. Jest to coś, co każdy Filipińczyk wysysa z mlekiem matki. Bez względu na wiek, płeć, miejsce rezydencji, czy klasę społeczną. Każdy Filipińczyk jest „Mayabang”. Od cmentarnego żebraka, po prezydenta Dutertego. Ale od początku. Posłuchajta!

Co to jest „mayabang”? W wolnym tłumaczeniu – szpaner/szpanerstwo. Próżność. Robienie, lub mówienie czegoś na pokaz. W Filipińskim znaczeniu „mayabang” ma jednak drugie dno. Albo inaczej. Jest to inny poziom wtajemniczenia szpanerstwa. Na zachodzie szpaner najczęściej utożsamiany jest z osobą zamożną, albo co najmniej osobą, która posiada jakieś aktywa, którymi może się pochwalić. Dom, samochód, broń, nowy ciuch, kurwa nie wiem… nowa fryzura. Na Filipinach możesz nie mieć nic, a być „mayabang”. Możesz śmigać boso w obdartych portkach i być „mayabang”. Możesz być szczerbaty i nie mieć co zjeść na śniadanie, a być „mayabang”. Zanim jednak zagłębimy się w psychikę filipińskiego szpanera, to wypadałoby wspomnieć o genezie tej wkurwiającej cechy charakteru. A sięga ona nie inaczej kurwa, jak czasów kolonialnych.

Filipiny przez ponad 300 lat tkwiły pod butem Hiszpanów. Przed Magellanem, Filipińczycy to nie byli ci znani nam dzisiaj śmieszkowi karakanie, którzy rozpraszają swoją błazenadą każdego spotkanego białasa, żeby go tylko oskubać. Przed laty byli naprawdę bezwzględnymi skurwysynami. Rozsianymi pomiędzy pierdyliard plemion, które wyrzynały się między sobą bez opamiętania. Najgroźniejszymi byli (o ironio) Tagalowie. Od nich nazwa oficjalnego języka z resztą. Te wszystkie bajki o wodzu Lapu-Lapu, pierwszym narodowym bohaterze, który ubił Magellana, możecie se kurwa wsadzić między baśnie Andersena. Inny wódz Datu akurat trzymał z Magellanem, ponieważ nie trawił Lapu-Lapu. Gdyby Datu nasłał Magellana na inną wyspę, albo Magellan lizał rowa innemu wodzowi, to z kolei inny wódz byłby wtedy pierwszym narodowym bohaterem. A tych wodzów było wtedy jak mrówków. Każda wyspa miała swojego i każdy żarł się z sąsiadem. Ale jebać to bo odchodzę od tematu. Ponad 300 lat pod butem zrobiło swoje. To już tyle pokoleń, że genotyp ma prawo się zmienić, nie mówiąc o mentalności. 300 lat kurwa Filipińczycy czapkowali białasom. Potem przyszła okupacja amerykańska, aż w końcu niepodległość. Niepodległość, która przyniosła filipińskie elity. Miejscowa ludność była dumna pod niebiosa. Trzy wieki czapkowali obcym, a teraz w końcu mogą czapkować swoim. Zakompleksiona mentalność zupełnie zasłoniła im oczy. I nawet tak zawziętego dyktatora, jak Marcosa, starsze pokolenia wspominają z szacunkiem i miłością. Cwane elity wykorzystały naiwność swojego zmęczonego wojną ludu i jebały ich w dupę, aż wióry leciały. A następne pokolenia jebią ich do dziś. Brzmi znajomo?

Podepnę jako przykład covidiotę. Radzę się przyzwyczaić, że w obecnej sytuacji wpis Wkurwionego, bez wzmianki o covidiocie, to wpis zmarnowany. Nic mnie tak nie wkurwia, jak globalna okupacja z którą mamy do czynienia przez ostatnie dwa lata. A ona dopiero się rozkręca kurwa, wspomnicie moje słowa. Na razie pretekstem jest covidiota. Potem zmiany klimatyczne, potem ataki cybernetyczne, aż kto wie jak się to skończy? Odcięty dostęp do elektryczności, żywności i bieżącej wody? Będzie bieda. Mam tylko cichą nadzieję, że później niż wcześniej. Że co? Że fanatyk teorii spiskowych? A wiecie jaka jest różnica między teorią spiskową, a rzeczywistością? Jakieś pół roku.

A wracając do tematu, to weźmy pod lupę zamaskowanie na przykład. Na zachodzie maski związane są ściśle ze spektrum politycznym. Widać to idealnie w USA. Trochę mniej przejrzyście w Europie, ale nadal czytelnie. Lewaki, komuchy i te wszystkie pseudo-humanitarne zielone popierdoleńce, zamaskowani po same czoło. Wolnościowcy, prawicowcy i patrioci mają wyjebane na gębowe pieluchy. W USA w stanach, gdzie masek nosić nie trzeba wyznawcy partii demokratów dalej je noszą z umiłowaniem, żeby przypadkiem nie zostać błędnie zidentyfikowanymi, jako republikanie. W UK w hrabstwach, które głosowały w większości na lewacką partię laborzystów, wszyscy popierdalają w maskach, mimo że przymus zniesiony miesiąc temu. W hrabstwach konserwatywnych tych masek już jest widocznie mniej na ryjach. Na Filipinach nie zauważyłem tej zależności. Sam Duterty na przykład nie cierpi komuchów i oficjalnie mówi, że by ich wszystkich odstrzelił. Mimo tego jest pierwszym, naczelnym covidiotą kraju i zwolennikiem zamordyzmu. A wszystko kurwa przez „mayabang”. Dlaczego? Już tłumaczę!

Jakkolwiek niedorzecznie dla naszego białego umysłu to nie zabrzmi, to to jest ta zależność między post-kolonialną zakompleksioną mentalnością, a ślepym podążaniem za obecnie panującym wodzem. Bez kwestionowania jego poleceń. A już w żadnym wypadku sprzeciwiania się lub buntowania. Na Filipinach maska na ryju, to nie symbol poddaństwa. To ucieleśnienie wszystkiego, co szlachetne. Powód do dumy. Powód do obnoszenia się i… kurwa szpanowania. Bardzo mało jest tu pobudek politycznych. Bądź nawet nie ma ich wcale. Posłuchajta historyji!

W poprzednich postach pisałem już, że czasem lubię w centrach handlowych dorwać się do majka i poszpanować (o i masz klops kurwa… sam się złapałem we własne sidła…) śpiewając filipińskie szlagiery. Ku mojej uciesze, a wkurwowi żony, zbiorą się wtedy naokoło mnie napalone siksy. Rozdam im autografy i strzele parę selfików. Podobną reakcję mam, jak zacznę napierdalać po tagalsku. Pół godziny kurwa spuszczania się nad moim śmiesznym akcentem, albo połamaną gramatyką. Filipińczycy mają bzika na punkcie białego koloru skóry. Mój synek, jak był mały, to robił furorę. Nie dało się przejść przez miasto w spokoju, bo każdy zaczepiał. A jak mnie nie było w pobliżu, to moją żonę uważali za jego niańkę. Ale jest jedna ciekawostka. Ani w filipińskim szołbiznesie, ani w polityce nie ma białasów. A jak są jacyś, to nie świecą wcale tak, jak filipińska mania na punkcie białej skóry mogłaby sugerować. Kiedyś oglądałem w telewizorni mainstreamowej wywiad z amerykańskim chyba, muzykiem. Cud, że go w ogóle wpuścili. Znałem człowieka już wcześniej z jutuba, jako że swego czasu interesowałem się wszystkim co białe na Filipinach. Chłopak śpiewa i komponuje po tagalsku. Naprawdę fajnie mu to wychodzi. Wywiad mnie rozjebał na łopatki, bo baba już w trzecim pytaniu skasowała go jak bilet ulgowy na Łomianki. „A czy to nie jest tak, że to twoje śpiewanie po tagalsku, to łatwy skok na kasę”? I karpik kurwa… Bo wytrzepać cie z forsy, to jak najbardziej. Ale jakim prawem ty białasie masz czelność nabijać kabze na nas? A paszoł won kurwa. Z jednej strony „Witaj Królu!”, z drugiej „Wypierdalaj Srulu!”.

Takimi przykładami mógłbym wam tu tworzyć całe elaboraty. Ale myślę, że pora kończyć. Na dzisiejszej lekcji nauczyliśmy się, że „Mayabang”, to słowo synonim do „filipiński”. A najtrafniejszą moim zdaniem, złotą myślą, podsumowującą ten dzisiejszy wywód, będzie: „Filipiny dla Filipińczyków… a ty białasie wyskakuj z kaski i wypierdalaj do domu”. Do następnego! Pozdro!

4 myśli na temat “Mayabang

Dodaj własny

  1. A nie jest przypadkiem sporo „mieszańców” aktorów w filipińskich serialach i wśród prezenterów? Chyba że „mieszaniec” ma jednak inny status niż biały.

    Polubienie

  2. Czasami się zastanawiam czy to nie jest przypadkiem cecha ogolenie Azjatów, Chinole tak samo jak Filipy często żyją ponad stan. Wkurwia czasami ten lans i udawanie, że stać ich na więcej niż w rzeczywistości.

    Swoją drogą Mayabang ma też pozytywne strony. Filipińczycy poprostu proboja dobrze wyglądać/wypaść – poprostu są zadbani.

    Polubienie

    1. Chinczykow nie znam. Jak wiele innych nacji Azji. Ale swego czasu obracalem sie duzo w spolecznosci z Timoru Wschodniego i u nich bylo tak samo. Wiec bardzo prawdopodobne, ze masz racje. Jesli chodzi o „dobre strony” mayabang, to jako Wkurwiony z krwi i kosci, nigdy nie patrzylem na to w pozytywnym swietle. Dlugo myslalem nad tym, jak sie z tego wywinac, no ale przyznaje. Ma to swoje dobre strony. Na przyklad Filipinczycy potrafia sie zapozyczyc, zeby pomoc przyjacielowi finansowo. Zaden bialas przy zdrowych zmyslach nie wzialby kredytu, zeby jego kumpel mogl se kupic sto kilo kreatyny przed zawodami strong man.

      Polubienie

Odpowiedz na Slawosz Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: