7 porad, jak nie wjebać się w kanał

Eloszki! Filipinki to piękne kobiety o gołębim sercu. Bardzo konserwatywne w swoich poglądach, potrafiące zadbać o ognisko domowe. Nie są tak pochłonięte same sobą i „wyzwolone”, jak zachodnie kobiety. Dlatego od chuja białasów, zwłaszcza po nieudanych małżeństwach, spierdala z postępowej Europy, albo Ameryki Północnej i szuka drugiej połówki w krajach azjatyckich. Z tym, że niestety i tam w większości znajdziecie łase na forse kurwiszony. TOP 7 porad, czego unikać, a czego się trzymać, żeby nie wjebać się na minę. Przykazania napisane przez życie, a nie przeze mnie. Posłuchajta!

  1. Pierdol portale sponsoringowe.

Odpuśćcie sobie poszukiwania przez sieć. Te wszystkie kurwa Dating Sites dla białasów, to jest strzał w kolano przed maratonem. To już lepiej idźcie do burdelu. Dostaniecie to samo, a wyjdzie was taniej. Żyjemy w erze mediów społecznościowych i jak ktoś nie ma facechuja, snapsrata, intagówna i tym podobnych, to znaczy, że albo nie żyje, albo jest socjopatą. Tak, jak ja kurwa. Nie posiadam niczego z powyższych i stawiam na prawdziwe relacje miedzy ludzkie. Na Filipinach to się sprawdza i bez facechujów, świat o tobie nie zapomni. Dlatego na portalach randkowych przesiadują same dziwki polujące na kabzę naiwniaków. Znam od chuja białasów pożenionych z Filipinkami. I gros tych, którzy się rozwiedli, albo rozstali, poznali swoje laski przez neta. Więc jak tu poznać Filipinkę bez udziału mediów społecznościowych?

  1. Bierz plecak i w drogę.

Odłóż sobie trochę forsy, weź kilkumiesięczny urlop i ruszaj w trasę. Jest to najlepsza opcja poznania wartościowych kobiet. Polecam jednak kurwa zrobić odpowiednie rozeznania i wywiady przed podróżą, żeby nie pchać się w miejsca, gdzie was mogą skrócić o głowę. Dzisiaj na Filipinach mieszka na stałe z 200-300 Polaków. Polecam skontaktować się z którymś z nich, żeby posłużył wam za przewodnika. Inną opcją jest zapoznanie się z OFW z Polski, czy innego kraju w którym przesiadujecie i odwiedzenie ich na Filipinach (opcja, którą ja zastosowałem). Chyba, że jesteście już takie kozaki, że ogarniacie podróże po krajach trzeciego świata i wszystkie niebezpieczeństwa z nimi związane nie są wam obce. Bo nasiąkniętych lewactwem naiwniakom nie polecam targać się po zadupiach Filipin ze znaczkiem „peace and love” na czole. Zawsze ostrzegam, że Filipiny, to dziki kraj. I to, że nie jest tak niebezpieczny, jak kraje bliskiego wschodu, czy Afryki, nie zwalnia nas od przezorności.

  1. Zbocz ze szlaku.

Co tu dużo gadać. Miejscówki turystyczne obwarowane są wszelkiej maści szajkami i naciągaczami, o czym wspominałem we wpisie z Angeles City. We wszystkich klubach, pubach i tym podobnych miejscach, spotkacie tylko panienki do towarzystwa, które miały więcej chujów w dupie, niż wy włosów na głowie. Porządne kobiety nie szlajają się po nocnych imprezach. Warto też zwrócić uwagę na wiek panny. Jeżeli ma ponad 25 lat i jest samotna, to polecam się ewakuować, bo prawdopodobnie coś jest z nią nie halo. Jest albo z bagażem, albo z kotem w głowie. Filipinki bardzo wcześnie wychodzą za mąż i stara panna, to widok raczej nietypowy.

  1. Omijaj miasta szerokim łukiem.

Odpuśćcie sobie wszystko, co ma „city” w nazwie. Zaraz tu polecą we mnie zgniłe pomidory i puste butelki po denaturacie, bo każę wam szukać wsiowej baby. Te wszystkie wypociny, które wypisuje mają swoje wyjątki i nie stanowią reguły. Ale z własnych obserwacji i doświadczeń zauważyłem, że dziewczyny z wiosek są bardziej staroświeckie. Ja jestem jak najbardziej zwolennikiem tradycyjnego modelu rodziny. Czyli mężczyzna zapierdala i diluje z syfem codzienności, by jego rodzina nie musiała się z tym borykać. A wieczorem wraca zjebany, do ciepłego, zadbanego domu, w którym wita go jego kochająca żona. I w tym momencie cały wkurw z niego schodzi, bo jego zapierdol ma jakiś sens. A nie kurwa wraca do równie zmierzłej żony, która też miała chujowy dzień w robocie, a w nocy nie da mu nawet dupy, bo już kolega z pracy zdążył ją wyruchać. Jak śpiewał pewien sławny zespół Disko Polo: „Baby trzeba pilnować, albo się nie denerwować”. A moje motto w tej sprawie, to „feminine, not feminist”.

  1. Bądź, jak Książę z Zamundy.

Widzieliście ten film? Polski tytuł „Książę w Nowym Jorku”. Idealna strategia na poszukiwania panny. Nie szpanować kurwa. Nie szastać forsą. Jesteście biedaki. W swoim kraju pasacie kozy na wypizdowie. W domu nie ma prądu i napierdalacie świeczkami. Wodę trzeba nosić ze studni oddalonej o kilometr. A do najbliższego miasta macie pół dnia wozem drabiniastym. A skąd macie forse na bilet lotniczy? Cała wioska się wam zrzuciła, bo chcieli dowodów na to, że Ziemia rzeczywiście nie jest płaska. Na randki zabieracie panny tylko do budy ze street foodem. I to też tylko czasami. W większości przypadków idziecie razem o 4 rano na romantyczny spacer do piekarni na panadesal w blasku księżyca. I to wszystko, co macie jej do zaoferowania. Jeśli po takich faktach będzie dalej wami zainteresowana, to jesteście na dobrej drodze. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że cokolwiek byście nie powiedzieli, to i tak trudno jej będzie w to uwierzyć. Mimo wszystko nie ustępujcie i przy każdej okazji dawajcie jej do zrozumienia, że nie śpicie na forsie.

  1. Nie pożądaj żony bliźniego swego.

Wy wiecie, jak ja lubię swoje przypowieści. Ten punkt opiszę w formie historyji z życia wziętej. Przyleciał białas na Filipiny. Poznał kobietę. Zamężna, po rozstaniu. Na Filipinach nie ma rozwodów, więc oficjalnie dalej widniała w urzędzie stanu cywilnego, jako żona Ferdynanda Mendozy. Białas zainwestował w nieruchomości, spłodził jej dziecko i przez jakiś czas żyli szczęśliwie, ale któregoś dnia mąż Filipinki zwąchał interes. Białas stracił cały dobytek i trafił za kraty, za cudzołóstwo. Musiał potem spierdalać za granicę, zostawiając wszystko za sobą. Więcej chyba dodawać nie muszę.

  1. I po siódme, nie rozwodzaj się.

I ostatni punkt programu. Długo nad nim myślałem i nie mogłem nic mądrego wydumać, więc po raz kolejny zdyskredytuje brednie wypisywane na cukierkowych blogach. Już jak weźmiesz ślub z Filipinką, to pomimo tego, że to ona trzyma cię za jaja w kwestiach prawnych odnośnie własności małżeńskich i władze zawsze będą po jej stronie, to jest aspekt, w którym to ona będzie poszkodowana. Mianowicie rozwód. Ty jako białas masz prawo wziąć rozwód w Polsce. Wszystko szybko, łatwo i przyjemnie. Potem tylko przetłumaczasz na angolski i prezentujesz w urzędzie stanu cywilnego na Fili. W ten sposób ty jesteś rozwodnik i możesz brać następny towar, a twoja była dalej jest mężatką. Takie pojebane prawo. Jeżeli ona chce to anulować, to musi przejść wieloletni, żmudny i kosztowny proces. Także miej to na uwadze, bo też możesz ją pięknie udupić na całe życie, jak to zrobił mój znajomek.

Na koniec jeszcze pare historyjek z dupy. A nuż komuś się przydadzą. Kiedyś ziomuś mi się żalił, bo laska go wykiwała. Kupił od jej starego plon, który miał być gotowy do zebrania za kilka miesięcy. Koszt – 500.000 PHP. Ziomuś zapłacił oczywiście wszystko z góry, bizmesmen kurwa. Kase dał młodej, żeby załatwiła sprawę, bo on ni w ząb po tagalsku. A potem żal do starych, policji i Pana Boga, że laska spierdoliła z forsą i nikt nie wie i nie chce wiedzieć dokąd. Jeszcze inny typek poszedł o krok dalej, bo niedługo po zapoznaniu się z laską kupił jej działkę i wybudował dom, po czym strzelił karpia. Okazało się, że do chaty wprowadził się mąż jego laski z dziećmi. I żeby było ciekawiej, to na jej polecenie. Jeszcze jedna fajna historia, to perypetie znajomego z zagramanicy. Zamarzyła mu się żona z Filipin. Zimportował sobie laskę i żyją już szczęśliwie w Wielkiej Brytanii ze 20 lat. Przed ślubem każdy z jej braci i sióstr pracował, a wszyscy mieszkali na kupie z rodzicami w bambusowej szopie. Dzisiaj nie pracuje nikt, a wszyscy mieszkają w swoim własnym, murowanym domu. I co kurwa? Można się dorobić na Filipinach? Można! I jeszcze jedna historia – Jade se kiedyś przez miasto trajcyklem i obadałem grupkę młodych, fajnych lasek na przystanku autobusowym. Dla hecy postanowiłem poudawać trajcykielboya. Zajeżdżam i krzycze do nich – Sakay! (wsiadaj). Laski – Hihi hihi. Ja – Hehe hehe. A tu policmajster podchodzi i wlepił mi mandat, bo trajcykiel nie zarestrowany do komercyjnego obwożenia. Nie ma to nic wspólnego z tematem wpisa, ale za to śmieszna historyjka (Hue hue).

I tyle na dzisiaj, moi drodzy parafianie. Jak pisałem wyżej, Filipinki to wspaniałe kobiety, ale, ale! Trza mieć się razem z fujarą na baczności, z tym, że częściej dać pomyśleć tej większej głowie. Do następnego! Pozdro!

3 myśli na temat “7 porad, jak nie wjebać się w kanał

Dodaj własny

  1. Czytam Twój blog systematycznie i podoba mi się taka ostoja męskości, w coraz bardziej zlewicowanym i zidjociałym świecie.
    Zajrzyj kiedyś na forum męskie braciasamcy.pl, tam też jest kilku chłopaków z Azji, opisujących swoje przeżycia.
    Pozdrawiam

    Polubienie

Odpowiedz na Ferdas Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: