Lokalna Mordownia

Eloszki! Natchniewiony wczorajszym treningiem, popierdole trochę o wkurwiających siłowniach na Fili. Co prawda dźwigam tu żelastwo nie od dziś, ale dopiero teraz załapałem kontrastu po powrocie ze Związku Socjalistycznych Republik Brytyjskich. Zacznę może od tego, że odkąd pamiętam stroniłem od siłki. Swoje się w życiu napracowałem. Za młodu u dziadka na gospodarstwie, potem między innymi rozładowywałem ciężarówki, aż w końcu dopiąłem się do szczytu swojej kariery, przewalając cegły na budowach. Siłka zawsze wydawała mi się bezproduktywnym idiotyzmem. Nie dość, że się najebiesz jak kretyn, to jeszcze ty musisz za to płacić. Normalnie kurwa… interes życia. Ale po kilku latach bujania worem na antypodach, nie mogąc podnieść kawałka uschłego patyka, stwierdziłem, że na Fili trenować TRZEBA. Posłuchajta!

Jak pooglądacie białasów mieszkających na stałe na Filipinach, to nie trudno będzie wam wyróżnić dwa najpowszechniejsze typy budowy ciała. Pierwszym będą „chuchra”, które udają, że im filipińska kuchnia smakuje, ale nie dojadają, bo nie stać ich na żarcie europejskie. Drugim będą „pasibrzuchy”, które nic nie robią, tylko wpierdalają dupskami i chleją na potęgę. Jak powszechnie wiadomo mięśnie rosną, a tłuszcz spala się od niczego innego, jak ruchu. A mój umysł nie potrafi ogarnąć sytuacji, w której białas wpada na pomysł wyjazdu na Fili, żeby zapierdalać fizycznie. Nie ma kurwa takich rzeczy. Są co prawda przypadki, gdzie białas przyzwoicie wygląda nie ruszając chujem, ale wtedy to jest jakiś mezomorfik, który może matce naturze podziękować za idealny genotyp. No ale wyjątek potwierdza regułę. Poza tym wyznaję taką prymitywną filozofię, że każdy mężczyzna powinien chociaż raz w życiu dostać porządny wpierdol, ale i również też komuś porządnie najebać. Z uschniętą witką jedyne co będziesz w stanie najebać, to gówno w majty przy pierwszej lepszej solówie. Dlatego polecam jednak trochę mięsa wyhodować. I tym burackim pojazdem kończę przydługi wstęp i zapodaję w końcu główny wątek dnia – Czemu siłownie na Fili mnie wkurwiają?

Zastrzegam, że ja sam nie jestem jakimś wyjebanym koksem. Trenuję rekreacyjnie, niekontuzjogennie i jak mi się chce. W przysiadzie biorę 120 kg, na klateczkę wchodzi 90 kg (lipka, wiem), a w martwym kutaskiem podnoszę 140 kg. Takie średnio-chujowe wyniki pozwalają mi być na Fili największym koksem siłki. Od razu mówię, że nie są to sieciówki z Manili, tylko wiejskie mordownie, ale pewnie już to czaicie. Od czego by tu zacząć kurwa… Może od rzeczy oczywistych. Na Fili jest gorąco i wilgotno. W takim klimacie puszczenie bąka to wysiłek, który potrafi odebrać energię na pół dnia. A co dopiero kurwa znalezienie w sobie tyle zapału, żeby dźwigać żelazo za damski chuj. No nie jest lekko. U mnie na wiosce nie ma takich rarytasów, jak kilma. Siłownia składa się z ręcznie wyspawanych maszyn przez lokalnego „Heńka” i kilku regałów z ciężarami. Wszystko otwarte pod wiatą z blachy falistej. Kurwa, jak ja nie cierpię blachy falistej. Nawet wołami mnie tam nie zaciągną przed zmrokiem. No ale jebać. Trening zaczynam od przysiadów. Już przy serii rozgrzewkowej – 80kg cały rack buja się, jak pijany bosman podczas sztormu, na pokładzie kutra rybackiego. Dodać jeszcze, że ciężary trza przeliczać na nasze, bo Pinoye mierzą wagę w tych amerykańskich, pojebanych libsach, paundasch, funtach, chuj go wie, jebać. Sztangi za cienkie do porządnego chwytu. Drążek do podciągania za nisko, bo dostosowany pod liliputy. Poręcze na dipy za płytkie i jak założysz obciążenie, to już napierdalasz nim po glebie. Maszyn nie używam, bo po pierwsze i tak ciężary, którymi operuję są za ciężkie i pewnie konstrukcje by w spawach popuszczały. Po drugie, no kurwa oczywiście, że wszystko za małe, za krótkie, za wąskie i tylko pod liliputy. Podsumowując techniczną stronę, to bieda, druciarstwo i generalny burdel. Ciekawie zaczyna się dopiero, gdy badasz siłownię pod kątem antropologicznym. Ławki wszystkie pozajmowane, a squat rack zawsze stoi pusty. Przysiegam. Siłka zawsze wyjebana ludem po brzegi, a przy squat racku nigdy nikogo nie ma. Dlatego filipińska mordownia przypomina mi bardzo Polskę. Nie, nie dlatego, że sprzęt złomiasty. Nie dlatego, że śmierdzi. Nawet nie dlatego, że kradną. A dlatego, że wokół same bociany. Pinoye nie trenują nóg. Tylko nadźgane klaty, bary i bicki na szczudłach. Trzeba im przyznać, że mają genetykę zajebistą pod budowę masy, bo Filipek, jak chłop śląski w barach szeroki, a w dupie wąski. No ale nic nie zrobisz. Taką mają manierę.

 Przyznam się wam bez bicia, że mimo utrudnionego treningu z powodu chujowizny sprzętu i warunków atmosferycznych, to nawet lubię tą miejscówę. Z jednego tylko powodu – ludków. Niebywałe, jak bardzo różni się siłownia filipińska od tych na zachodzie. Tam zazwyczaj każdy trenuje w skupieniu kurwa i zadumie. Co najmniej jakby się przygotowywał do zawodów w skali ogólnoświatowej. Rewia mody i szpan, to chleb powszedni. A tylko przeszkodź i zagadaj, to jesteś w dupie, bo przerwę między seriami zrobił o 10 sekund za długą i zjebałeś mu cały trening. Na Fili jest luz. Idziesz, pomachasz, popierdolisz o dupie Maryny i nim się zorientujesz jest już 23:00. I pomimo tego, że zbierają się tam szemrane typki, to towarzystwo jest przyjazne. A i dobrze przybić piontala lokalnym szemranym typkom i zbudować iluzję, że jesteś ich kumpel. W ten prosty sposób nic złego się nie stanie ani twojej rodzinie, ani twojej własności prywatnej. To taki korzystny bonus na rzecz pakowania w miejscowej mordowni.

Przydałoby się coś słowem zakończenia: Pakujcie kurwa! Nie bądźcie pizdy! – Długo nad tym nie myślałem, bo już mi się nie chce. Zarzuce tylko złotą myslą (taką z tombaku) od Wkurwionego Wujka. Lokalne wiejskie siłownie, to kupa złomu i chujozy. Ale jak zwykle Filipiny wygrywają pod względem normalnych relacji międzyludzkich. Do następnego. Pozdro!

6 myśli na temat “Lokalna Mordownia

Dodaj własny

  1. On Tue, Nov 12, 2019 at 10:19 AM Wkurwiony na Filipinach – Filipiny BLOG wrote:

    > Wkurwiony posted: „Eloszki! Natchniewiony wczorajszym treningiem, > popierdole trochę o wkurwiających siłowniach na Fili. Co prawda dźwigam tu > żelastwo nie od dziś, ale dopiero teraz załapałem kontrastu po powrocie ze > Związku Socjalistycznych Republik Brytyjskich. Zacznę może” >

    Polubienie

    1. Pozerów brak. Wszystko równe chłopy. Na wkurwionym fejsie Ziomek wspomniał właśnie, że nie ma spiny wogóle i mimo kaleczenia techniki nikt nie zgrywa profesora. Karyn brak. Chociaż w tym wypadku Maritesów i Rosariów :D. Podobno chadzają z rana, ale wieczory exkluzywne dla chłopów. Pozdro!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: