Top 7 powodów dla których nie warto osiedlać się na Filipinach.

Bez zbędnego pierdolenia! LECIEM!

  1. Brud, smród…

Zacznijmy od tego, że na Filipinach jebie. O syfie pisałem już wcześniej i nie ma co się powtarzać. Filipiny śmierdzą, jak stary olej silnikowy. Jak zdechły szczur. Jak wylana na pole gnojowica. Jak brudne, niezmieniane od dwóch tygodni, przepocone skarpetki. O czym on pierdoli? – zapytacie. No nie uświadczycie na Fili takich pięknych zapachów, jak w Polsce na przykład. Zapach wiosennego deszczu. Zapach lasu. Zapach kwitnących, majowych kwiatów. Zapomnijcie! Na Filipinach jest w chuj gorąco i wilgotno. Wszystko tu gnije, a nie kwitnie. Wszystko się rozkłada w tempie błyskawicznym rozsiewając woń stęchlizny, która tak głęboko wchodzi w skórę, że na drugie imię możecie sobie dać Grzyb. W mieście – smród. W dżungli – smród. W restauracji – smród. Na rynku – smród. Dobrze, ze chociaż w domu… Ja pierdole… Znowu smaży te suszone rybki…

  1. … i ubóstwo.

Bida, bida kurwa i jeszcze raz bida. Bida rodzi niezaspokojenie. Niezaspokojenie rodzi frustracje. A frustracja rodzi przestępczość. Na Fili wyjątkowo trzeba mieć się na baczności, żeby ci czegoś nie podpierdolili. Czasem człowiek chciałby czymś przyszpanować do podłechtania swojej próżności, ale na Filipinach nie wolno. Tu trza trzymać głowę nisko, bo jak tylko uniesiesz ją za wysoko, to zaczniesz się rzucać za bardzo w oczy. Tym bardziej białasowi trudniej, bo z natury jest „wyższy” od Filipińczyków. Mieszkałem zagramanicą w sumie 8 lat w różnych krajach zachodu. Opierdolili mnie raz. Na Fili żyję 10 lat. Choćbym nie wiem, jak bardzo chciał, to nie zliczę ile razy mnie tu ojebali. Ukradli mi szmal, telefon, plecak, buty, zajebali mi narzędzia z podwórka, caban ryżu mi zajebali, rower. Naciągnęli finansowo w każdym możliwym urzędzie i przytułku gospodarki komunalnej i zdrowotnej. Nie lubię stać za długo w kolejce, bo boję się, że mi kurwa nerkę kiedyś zajebią. A są do tego zdolni. Nie ma zmiłuj. Trzeba to wliczyć w koszty pobytu na Filipinach.

  1. Syfiaste żarcie.

Ten, kto twierdzi, że Filipińska kuchnia jest smaczna, to się chyba z własnym odbytem na gęby pozamieniał. Filipińskie żarcie jest tłuste, słodkie i monotonne. Czosnek, sos sojowy. Sos sojowy, czosnek kurwa… Ot i cała różnorodna kuchnia dalekiego, filipińskiego wschodu. Miejscowi wpierdalają wszystko, od małżowin usznych, po kurze pazury, wnętrzności, kości, ości, krew, skórę kurwa, wszystko! Człowiek z zachodu robi sobie z takich gadżetów torby, albo wisiorki, a Filipińczycy to zeżerają. Pulutan (czyt. zakąska do flaszki), to świńska krew w mące z grilla, albo kurzy flak na patyku. Ja jebie przyjaciele… Palce lizać! Na Filipinach mięso, to prażony tłuszcz, skóra, chrząstki, albo krew rozrobiona z jakimś betonem nadźgana w kondoma, o wyglądzie kiełbasy. Nic więc dziwnego, że po jedzeniu takiego ścierwa organizm przeciętnego lokalsa w średnim wieku, to wrak. Trzustka, wątroba i serce aplikują o wizę kurwa, żeby stąd spierdalać póki czas. Oczywiście można tu zjeść prawdziwe mięso i rybę, czego jest pod dostatkiem. Co nie zmienia faktu, że wszystko tu smakuje tak samo. Do tego sraczka! U mnie miesiąc bez sraczki, to miesiąc stracony. Uważam na każdym kroku. Pilnuję się, żeby się jakimś ścierwem nie zatruć, ale nie da się. I tak już jestem w miarę odporny na tego sraczkowatego syfa, bo teraz brzuch  napierdala mnie tylko podczas posiedzenia i konsystencja w miarę zbita, a nie woda z dupy, jak przy debiutach. Przynajmniej jestem teraz w stanie donieść to do klopa. Śmiejcie się kurwa… Zesraliście się kiedyś w majty po filipińskiej kuchni? Nie? To gratuluję i zazdroszczę. Staram się jakoś wyglądać, ale kurwa ciężko nabić mięśnie na filipińskim żarciu. Z kolei wyhodowanie śmieciora i obijanie nim o jaja, to żadna filozofia. To akurat przychodzi z łatwością.

  1. Korupcja

W tym temacie, co kto lubi. Na początku bardzo mi się podobało, że z taką łatwością można ominąć wszelkie przeciwności prawne i załatwić sprawy expressowo, pod stołem. Ale z czasem już się zmęczyłem tym, że wiecznie każdemu trzeba dać w łape. Można oczywiście nie dawać, jak się uprzecie, ale czy to warte kurwa nerwów? A o korupcji na wielką skalę nie muszę chyba pisać… 1% burżujów trzęsie tym krajem i kosztem reszty wpierdalają dupami. Norma w krajach trzeciego swiata.

  1. MILF’y

Do MILFów nic nie mam. Ośmielę się nawet przyznać, że jeśli chodziłoby o Moms I Like to Fuck, to punkt ten byłby dla mnie do wykreślenia z tej lisy. Niestety idzie tu o Moro Islamic Liberation Front. Co prawda panoszą się tylko na Mindanao, ale dla mnie to wystarczy. Islam, to zaraza. To trzeba tempić kurwa, jak robactwo, a nie dawać autonomię i jakiekolwiek przywileje. W przeciwnym razie zaleje cały świat i jako ludzkość, cofniemy się w rozwoju o milenium. Idealnym przykładem jest Iran. Od czasów przewrotu islamskiego zaczął wprost proporcjonalnie cofać się w czasie i obecnie dorównał już prawie Bangladeszowi. Co dalej kurwa? Nigeria? Rów Mariański? Ciemna strona księżyca? Zaraz mi ktoś napisze „mieskam w Cotabato i zyje sie supcio”. Mój serdeczny przyjaciel bizmesmen kiedyś przejeżdżał w interesach przez Rehiyong Awtonomo sa Muslim i po drodze złapał kapcia. Wolał popierdalać z rozjebanym kołem jeszcze 50 km poza granice, zanim zdecydował się zatrzymać i zmienić na zapasówkę. Ale co on tam wie…

  1. Klęski żywiołowe.

O powodzi już pisałem – zaraza. Trzęsienia ziemi. Tajfuny. Erupcje wulkanów. Ju nejm yt, ju gat yt. Na Filipinach nigdy nie wiadomo, co cię może jutro zajebać. Starszyzna z mojej wioski niejednokrotnie opowiadała mi o akcjach sprzed lat. Jak Pinatubo wyjebał, to wioska wyglądała, jak Kings Landing po ostatnim odcinku Gry o Tron. Po jednym z najsilniejszych trzęsień ziemi w drogach porobiły się takie kaniony, że jak się wjebałeś trjacyklem, to wypadłeś dopiero w Peru. Nie chce mi się więcej pierdolić na ten temat.  Chujnia i tyle. Punkt ostatni.

  1. Brak Polaków.

Wbrew pozorom najbardziej bolący mnie punkt programu. Mieszkałem na zachodniej obczyźnie 8 lat. Wszędzie pełno ziomków i człowiek chociaż trochę domu w ich towarzystwie poczuł. Na Fili mieszka na stałe może ze 300 Polaków. Na ponad stu milionowy kraj, to w chuj mało. O ile nie zamieszkasz w Polskich koloniach na Bantayan, Siquijor, śmierdzącej Manili, albo Puerto Princessa (tej ostatniej szczególnie nie polecam), to na rodaka za somsiada nie licz. Z drugiej strony, czy chciałbyś mieć ziomka za płotem? I tu jest ten paradoks pogrzebany. Z jednej strony tęsknie za domem i choć mi niebo na Filipinach złocisz i morze, to smutno mi Boże. Z drugiej widząc, co odpierdala się w wyżej wymienionych koloniach, to mam wątpliwości ku temu. Jak to mawiał Jack London, szczęście tylko prawdziwe, kiedy się nim dzielisz. Ciekawi mnie, czy London dzielił się kiedyś swoim szczęściem z Polakami?

I tak was zostawię z tym gęstym, śmierdzącym, niczym Filipińskie powietrze, i jakże arcykurwagłębokim przemyśleniem egzystencjalnym. Do następnego! Pozdro!

Reklamy

3 myśli na temat “Top 7 powodów dla których nie warto osiedlać się na Filipinach.

Dodaj własny

    1. Joł, joł! Skoro Pan tak mówisz. 7 lat to kupa czasu, pewnie Pan już przywykłeś ;). Moje zadupie liczy 30.000 mieszkańców. Na filipińskie standardy, to średnia wiocha (a nawet mini miasteczko). Przy drodze głównej, zawsze jebie spalinami i starym olejem. A na „osiedlu” zawsze czymś zawieje. Przy brzegu wali rybami, koło rzeki-ścieki – kanalizą. Jest to nic innego, jak subiektywna, buracka opinia. Filipiny „pachną” poprostu inaczej. Dla mnie – jebią :). Żarcie europejskie można dostać, ale tylko w limitowanych ośrodkach w miastach. Na wiosce tylko ichne ścierwa. Pozdro!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: