Historie vizowe i przemyt amunicji

Eloszki! Temat Viz na Fili jest klepany, jak pijana laska po dupie, podczas sobotniej, klubowej nocy. Ja jednak zagłębię się w to z perspektywy męża Filipinki. Większość informacji, na które się nadziałem w sieci, to zazwyczaj kombinacje turysty backpakersa. Takich jest zdecydowanie więcej, ale jeżeli poważnie myślicie nad osiedleniem się na Filipinach, to radzę zainwestować w żonę. Dopiero wtedy otwierają się dla was wszystkie rarytasy, jakie ten kraj ma do zaoferowania. Niestety proces jest długi, skomplikowany (bynajmniej dla mnie) i wkurwiający, ale potem możecie się zakopać w swoim wypizdowie na lata i mieć wyjebane na systematyczne odwiedziny w Ambasadzie RP w śmierdzącej Manili. Ambasady, która notabene kulawo funkcjonuje dopiero od zeszłego roku. Wcześniej był tylko honorowy Konsulat, bez żywej, polskiej duszy w środku. A dlaczego dopiero od zeszłego roku? Przez jednego człowieka. Nie będę wymieniał z nazwiska, bo sobie może tego nie życzy. Ale jest na Filipinach nasz rodak, który siedzi tam już w chuj czasu. 30 lat albo i więcej. Zna ten kraj lepiej niż własny. Bardzo aktywnie działa w polityce i stosunkach międzynarodowych Polska-Filipiny. O otwarcie placówki trąbi już od dekad, ale podobno bardzo go nasi rządzący nie lubią. Taki Cebulak z niego. Ja osobiście szanuje człowieka. Dobrze prawi. Zna się chop na rzeczy. Problem w tym, że jak ktoś ma charakter cepa, czyli prosty i dobitny, a nie wazeliniarza, to ma lekko pod górkę. Gdyby właził w dupe, to może poszłoby mu szybciej niż 24 lata, a tak trza było czekać. No ale chuj. Było minęło. Mamy Ambasadę, cieszmy się kurwa!

Wracamy do Vizów. O turystycznej nie będę się za bardzo rozwodził, bo na każdym innym blogu macie to wytłuszczone, jak krowie na rowie. Za moich czasów tylko był ten rarytas, że mogłeś zostawić paszport u adwokata, i to on za ciebie zapierdalał i odnawiał Vizę, co dwa miechy. Za odpowiednią opłatą oczywiście. Teraz się to pozmieniało wszystko i osobiście trzeba zapierdalać. Nie wiem. Informacje nie potwierdzone, tylko zasłyszane. Mnie to już dzięki Bogu nie dotyczy. Bez Vizy wjechać możecie na miesiąc, co też się zmieniło, bo wcześniej można było na 3 tydzie tylko. Ale przejdźmy teraz do tego, co tygryski lubią najbardziej. Jak wspominałem wcześniej, jeśli planujecie poważną przyszłość związaną z Filipinami, to warto pomyśleć o ożenku. Wtedy i tylko wtedy możecie na stałe osiąść na Filipinach. Wtedy i tylko wtedy kupić ziemie na własność. Bez obaw. Napiszę kiedyś coś o poszukiwaniu drugiej połówki. Jestem szcześliwie żonaty od 8 lat, więc nieskromnie, po buracku ośmielę się twierdzić, że jestę specę w tej dziedzinie. Tymczasem wróćmy do pierwszego typu stempla na dłuższy pobyt, którym jest Balikbayan Status. Czyli roczny bezwizowy wjazd na Filipiny. Rok świętego spokoju kurwa. Warunkami są: Posiadanie przy sobie małżonki przy odprawie celnej. Posiadanie aktu małżeństwa w języku angielskim. Oraz zażądanie Statusu przy kontroli. I pozamiatane! Zero opłat. Największym minusem Balikbayan Status jest to, że niestety go nie dostaniecie przy samodzielnym wjeździe. Ponadto po roku można przedłużać co miesiąc o następne pół, czyli znowu zawracanie dupy. A potem niestety już tylko 24-godzinny visarun. Uważajcie żeby trzymać się terminów, bo nie popuszczą wam. Ja raz zasiedziałem się JEDEN dzień i dostałem po kieszeni. Na nic moje tłumaczenia na lotnisku, musiałem wypierdalać z kolejki, zabulić w okienku obok karę równowartości dwumiesięcznej Vizy turystycznej i modlić się, żebym zdążył na samolot. Ale jak już jestem przy temacie lotniska i spóźnienia na lot, to muszę tu przemycić jedną z moich zajebistych historyjek kurwa. Posłuchajta!

Kiedyś, jak jeszcze byłem w fazie ignorancji podróżniczej i nie przywiązywałem uwagi do ważnych aspektów, zabrałem ze sobą na lotnisko kulę. Moja ówczesna filipińska „koleżanka” pracowała w fabryce produkującej naboje do broni palnej. I jako dowód swojej miłości, na pożegnanie dała mi naszyjnik. Rzemyk z kulą kaliber 9mm. Wybebeszona z prochu. Ciekawa aluzja, nie? „Wracaj do mnie, albo kulka w łeb”. Jak powszechnie wiadomo na lotnisko nie wolno pod żadnym pozorem wnosić nawet atrap. Ja ten wisior wjebałem do plecaka i szczęśliwy ruszyłem do Manili. W pierwszej bramce od razu kurwa strażnik rozpierdala moje graty. Za chwilę przyszło do niego jeszcze dwóch i razem grzebią w moich rzeczach. Skanują po kilka razy. Z początku myślałem, że ktoś mi coś podrzucił. Ale potem mnie jebło! – Kula! – No i nie myliłem się. Schowałem ją do jednej z kieszonek wewnętrznych, więc kopanie im trochę zajęło. Jak już ją wyjęli, to bez dalszych pytań zaprosili do pokoju zwierzeń. Przez własną głupotę wpierdoliłem się po uszy w gnój. Chuj… – myślę – już se poleciałem do Honolulu małpy straszyć – Po wejściu do pokoju dostałem reprymendę. Miała mnie czekać noc na lotnisku. Nawet nie próbowałem się tłumaczyć, tak byłem zesrany. Jedyne, co z siebie wyjąkałem to – Czy możemy to jakoś inaczej załatwić Ofiser? – On na to – Excuse me? – patrząc na mnie podejrzliwym wzrokiem. Ja powtórzyłem frazę dukając się jeszcze bardziej. W końcu co miałem do stracenia? – Czy możemy to… jakoś inaczej załatwić… Ofiser? – To zawsze działało na funkcjonariuszy policji, żeby ominąć mandat. Okazało się to wygrywem i w tej sytuacji, bo celnik nie zastanawiając się długo odpowiedział – Spotkaj się ze mną w męskim kiblu za 10 minut – Zabrał paszport i wyprosił mnie z pokoju. Kurwa, mój mózg nie nadążał z przetwarzaniem danych, tak szybo się to wszystko potoczyło. A teraz miałem tylko 10 minut, od których będzie zależało jakim środkiem transportu udam się w dalszą podróż. Albo samolotem, albo radiowozem. Idę więc do tego kibla i myślę – Czemu akurat męska toaleta? A co jak będzie chciał, żebym mu zrobił laskę? Kurwa… Byle tylko nie chciał mnie wyruchać. To już wolę zrobić laskę – idę tak żółwim krokiem i snuje pojebane teorie. W końcu jestem pod drzwiami i wchodzę do środka. Strażnik już czekał. Stałem i patrzyłem na niego w ciszy przez kilka sekund, które wydawały się wiecznością. – Nie rozpina rozpora, więc chce w łape – pomyślałem – Zajebiście! Dam mu w łapę! Tylko ile? – Filipiny nauczyły mnie, żeby nie nosić w jednej kieszeni całego dobytku, a porozpierdalać pieniądze po wszystkich. Tylko trzeba pamiętać jaką sumę gdzie się wsadziło. Jakbym wyjął przed nim cały plik, to by chciał wincyj, wincyj, wincyj i bym kurwa fortune przejebał przez swoja głupotę. A tak strategia polega na tym, żeby wyjąć jeden banknot i płakać, że wincyj ni masz. – Tylko ile mu teraz dać? Dam mu 500 – myśle – 500, to taka rozsądna suma. 1000, to bym go rozpieścił, a setką mógłbym go tylko podkurwić – Jebac! Dam mu tysiaka! Nie widzi mi się kimać w śmierdzącym areszcie gdzieś na zadupiu wśród najgorszego manilskiego ścierwa – Tam, to już na pewno nie tylko laski bym musiał robić, ale czekałby na mnie rożen w najlepszym wypadku. Sięgam więc do tylnej kieszeni, gdzie jak mi się wydawało trzymałem błękitne i podałem mu takim gestem, jak wiecie… dealer sprzedaje zawiniątko maryszy ukryte w ręce. Strażnik dał mi wymowne spojrzenie. Pewnie pomyślał, że za dużo filmów gangsterskich się naoglądałem. Wsadził forsę w kieszeń, oddał mi paszport i poszedł w pizdu. Potem aż do momentu startu oglądałem się ciągle przez ramię z pełnymi gaciami w obawie, ze może jednak się rozmyśli. W samolocie, jak ochłonąłem, to stwierdziłem, że dzięki Bogu tą kulę dojrzeli w skorumpowanych Filipinach. Jakbym wleciał z tym do Polski, to by mnie zgarnęli bez gadania. Więcej szczęścia, jak rozumu.

A na koniec zostawiłem wam najsmaczniejszy kąsek. Viza 13A. Nie będę się zagłębiał w to, jakie papiery są potrzebne, bo tu pośniecie wszyscy. Poza tym wkurwiają mnie takie procedury. Zdementuję tylko plotki, że trzeba mieć jakąś tam kwotę na koncie. Nie trzeba. Trzeba za to wziąć Filipinkę za żonę (taka zamiana). Viza 13A wystawiana jest tymczasowo na rok, a potem trzeba jeszcze raz zaaplikować i dostajecie stałą, bezterminową. Wjeżdżać i wyjeżdżać z kraju se możecie dowolną ilość razy zarówno w trakcie aplikowania, jak i po otrzymaniu Vizy. Mnie się podoba. Polecam! I tym sposobem kończę przydługawy wywód. Lekcja na dziś – nie zabierać kurwa kul na lotnisko! Do następnego. Pozdro!

Jedna myśl na temat “Historie vizowe i przemyt amunicji

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: