Nuda…

4:00 rano. Spać nie mogę kurwa. Duszno. Jaja kleją mi się do dupy. I jeszcze ten jebany kogut pieje, jakby mu kto kwokę podpierdolił. Wychodzę przed chałupę. Rozciągam gnaty i biorę głęboki wdech, wciągając przy tym jakąś ćmę, czy inne robactwo latające.

Jebnąłem się na ławce, zapaliłem szluga i oddałem się kontemplacji wybałuszając gały w gwieździste niebo. Może i bym coś urodził, gdyby nie żaby, które zagłuszały moje myśli. Rechotały, nie jak żaby, a jak jebane krowy! Jakby miały zaraz wyleźć z tych krzaków i wpierdolić mnie w całości. Na stole wylądował jakiś zbłąkany kamaru zwabiony jarzeniówką. Złapałem robala i zacząłem przypalać go fają. Wtedy myślę sobie – Ale ci się kurwa nudzi, chłopie. – Wziąłem więc kartkę, długopis i zacząłem pisać. Tak, piszę po staroświecku długopisem. Nie lubię używać do tego laptoka, bo bateria w moim złomie zdechła i jestem zależny od gniazda 220 V. Zacząłem więc pisać o tym, co mnie wkurwia. Nuda mnie wkurwia. Posłuchajta!

Na Filipinach jest tak nudno kurwa, że czasem trafia mnie szlag. Ktoś kiedyś powiedział, że tylko głupek się nudzi. Człowiek inteligentny zawsze znajdzie sobie coś do roboty. Ten filozof chyba nigdy nie siedział na filipińskim zadupiu. Turysta, który dopiero tu zajechał zazwyczaj spuszcza się nad wszystkim. Jak każdy turysta wszędzie z resztą. Bo fajnie jest zajechać w nieznane z pełną kabzą i popierdalać z wyspy na wyspę. Z dupy na dupę. Z pustyni do puszczy. Byłem, widziałem. Perspektywa zmienia się, kiedy nieznane staje się znane. Kiedy dupa zostaje jedna i ta sama, a między nogami pląta się mały bąbel. Lata lecą, człowiek dojrzewa, nie potrzebuje więcej mocnych wrażeń. Wręcz przeciwnie, unika ich w imię dobra swojej rodziny. Nie bardzo widzi mi się zostawianie moich bliskich, żeby z plecakiem na ramieniu popierdalać po Filipinach, czy chuj wie gdzie. Już mnie to nie jara. A czasem, jak mam ciśnienie, żeby gdzieś wyjechać, to wole zabrać familię do Europy, bo debilizmem byłoby targanie ich ze sobą po tym zadupiu. Tyle syfu, co ja się naoglądałem. Tyle patologii, której doświadczyłem w tym zapomnianym przez Boga kraju… Wolę nie. I zrozumie to każdy, który zostanie odpowiedzialny za drugą osobę, a nie tylko za siebie samego.

Niestety (albo stety, jak kto woli) mieszkanie na stałe na Filipinach wygląda tak samo, jak mieszkanie na stałe w każdym innym kraju. Nie ma tu życiowych wakacji i jak żyjesz tu i pracujesz, to cię zwyczajnie nie stać na codzienne popierdalalnie po resortach, restauracjach, malowniczych miejscówkach, itepe. Ponad wszystko cenię sobie prywatność. Nie prostytułuję się w sieci srając kolorowymi, atrakcyjnymi dla oka obrazkami. Nie robię z siebie jebanego celebryty, tylko dlatego, że wylądowałem na antypodach. W dobie globalizmu byle baran może mieszkać gdzie chce. Nie potrzeba do tego Bóg wie jakiego talentu. 50 lat temu, to może i był wyczyn. Dzisiaj jest to w zasięgu ręki każdego buraka, czego jestem chodzącym przykładem. Jak kto jest figo fago, kawa marago, jeździ po Azji, ruchając wszystko, co się rusza i żyje z pasożytnictwa (czyt. sponsoringu), to ma high life. Ale, jak założy rodzinę, którą musi utrzymać, to życie na Filipinach nie różni się prawie niczym od życia w Polsce. Prawie. Nie ma tutaj rodaków, z którymi rozumiecie się jak łyse konie. Z którymi można ponarzekać na wszystko i kurwa przybić pione. Tutaj z tubylcami tematy się bardzo szybko wyczerpują, a pierdolenie o niczym z czasem męczy, zamiast bawić. I zostajecie sami na filipińskim zadupiu, bijąc się z własnymi myślami. Dlatego większość rodaków na Filipinach, którzy są w moim wieku, żyją mediami społecznościowymi. Tam dają upust swojej próżności. Pierdolną sweet focię na tle wodospadu, dostaną sto lajków, by potem z uśmiechem na twarzy wyłączyć lapka i pójść spać dowartościowanymi.

Na Filipinach zagina się czasoprzestrzeń. Dzień trwa tydzień. Miesiąc trwa rok. A rok trwa 10 lat. Tu jest tyle czasu na wszystko, że aż za dużo tego czasu. Nie wiadomo, co z tym czasem wolnym robić. Wynika to z naszej mentalności białasa. Pół młodości zapierdalałem na dwa etaty, żeby kasy zaoszczędzić. Człowiek nie miał czasu się wtedy po dupie podrapać. A jak już ciśniesz tyle lat jakiś styl życia, to wchodzi ci to tak głęboko w krew, że ciężko to wyplenić. Filipińczyków podziwiam. Potrafią nic nie robić tygodniami, miesiącami, latami. I kurwa nie pada im na głowę. Respekt! Kiedyś jak siedziałem ze szwagrem przy piwie, jak już wyczerpały nam się tematy i łoilismy w ciszy przez pół godziny, to się go zapytałem – Nie masz tak kurwa czasem Kuya, że aż chcesz coś zrobić?! – Szwagier zmierzył mnie mętnym wzrokiem, kiwnął głową i mi polał. Filipińczycy nie rozumieją pytań natury filozoficznej. No chujowi kompani do rozkminek egzystencjalnych. Nie pofilozujesz z nimi. Można pogadać o dupie Maryny, o żarciu, o pogodzie. O pieniądzach, albo o tym, że ich nie ma. O tym kto kogo wyruchał, kto kogo rozjechał, albo kogo wybrali na sołtysa. I tu tematy się w sumie kończą. Dobrze, że jest karaoke, które trochę wypełnia pustkę w powietrzu. Filipińczycy żyją na pełnej wyjebce. Byleby mieć co do gęby włożyć. Ale co się im kurwa dziwić? Łatwo nie mają. Panujące warunki są średnio sprzyjające jakiemukolwiek rozwojowi. To tak delikatnie ujmując. Bardziej wprost – bida i nyndza, aż piszczy, więc i oczekiwania od życia inne. To, co dla Filipińczyka będzie „aż”, dla białasa będzie „tylko”. I nie ma co się oszukiwać. Trza z tym żyć.

6:00 rano. Już świta. Skończyłem właśnie pisać swoje wypociny. Odłożyłem długopis obok mojego jedynego kompana tego poranka – zdechłego, pieczonego kamaru. Żaby w końcu zamknęły mordy, ale odezwały się za to pierdzące wydechy trajcyklarzy, którzy ruszyli do roboty jeden po drugim. Małżonka wyszła na ganek i nawołuje, gdzie mnie wjebało. Somsiad pozdrawia mnie przez płot. Za domem syczą ruchające się koty w rui. Ulicą idzie baba i drze ryja „Tahoooooooo!!!”. Zajarałem kolejną faję. W głowie zagrał Green Day. I już wiedziałem, że to będzie kolejny, nudny, jak ośla dupa dzień w raju… Do następnego! Pozdro!

4 myśli na temat “Nuda…

Dodaj własny

  1. Samo zycie Kuja ,samo zycie ….. pomieszkalem na Bohol …. Pomieszkalem na Palawam …Teraz Batangenio ze mnie ….. i czterema konczynami podpisuje sie pod Twoimi spostrzezeniami …. Tez zbyt czesto wkurwiony 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: