Prawo o broni nie obroni

Eloszki! Temat na dziś, to broń palna na Filipinach. Posiadanie, zezwolenia, przepisy, dostępność. Zanim jednak zacznę sypać nudnymi faktami, to najpierw przypowieść. Jak to jest stać po drugiej stronie lufy. Posłuchajta!

Któregoś słonecznego dnia, żeby uczcić urodziny szwagra, wybraliśmy się ekipą familijną do resortu nieopodal. Nie było to na plaży, a w pseudo lesie na wypizdowie u podnóża gór. Kilka Nipa Hatów, domków na drzewach i basen. Taki resort „ratuj dziada”. Ale blisko i tanio, więc nie ma co wybrzydzać. Okres poza sezonem, pusto. Tylko nasza rodzinka. Nawet właściciele poszli gdzieś w pizdu. Na imprezie familijnej, jak to już jest w zwyczaju, 4 kraty Red Horsa, tona żarła i system karaoke. Może kurwa zabraknąć krzeseł i stołów. Może zabraknąć tortu i świeczek. Może zabraknąć talerzy i sztućców. Ale te trzy święte rzeczy muszą być i chuj. Zwaliliśmy się po południu. Trochę popływaliśmy. A potem tradycyjnie wpierdalamy, dajemy w palnik i śpiewamy. Uwielbiam śpiewać. Zwłaszcza po promilach. Czuję się wtedy, jak Steven Tyler. W liceum i na uniwerku rockowałem ostro. Woodstocki, Najdłuższe Festivale u Bazyla, niezliczona ilość koncertów niszowych zespołów. Niewiele z tego pamiętam, bo chujowe imprezy pamięta się od A do Z, a te zajebiste od A do Bleeee. Sam też napierdalałem w kapeli punkowej na garach. Domówki u kumpla w mieszkaniu M3. Sąsiedzi szału dostawali i pały nas potem rozganiały w trzy dupy. Ach, co to były za czasy! Dzisiaj mi się już tylko filipińskie karałoke ostało… Co nie zmienia faktu, że mi to wychodzi i sprawia ogromną frajdę. Szwagry zawsze mnie tam dopingują – Brother! Zaśpiewaj dla nas! – Mam kilka swoich ulubionych szlagierów filipińskich, którymi zawsze rozjebuje towarzystwo! Ale  zazwyczaj im głębiej w noc, im więcej alkoholu się wlewa, tym bardziej zaczyna ludziom odpierdalać. Szwagierka, jak się dorwała do majka, to uszy cierpiały. Na Filipinach ogólnie jest głośno i przywykłem do decybeli. Ale to, co wydobywało się z jej ryja, brzmiało, jakby ktoś wpychał w dupe kotu rozżarzony pręt. Po jakimś czasie słyszę napierdalanie w bramę wjazdową. – Oho! – pomyślałem – Już ktoś ma dość. – Poszedłem chwiejnym krokiem zobaczyć co to za wkurw tam przylazł. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Zobaczą biały ryj, to może obejdzie się bez rękoczynów. Jak ujrzałem jegomościa, to kolana się pode mną ugięły. Stał oparty o płot z klamką w ręku. Po chwili zawahania ruszyłem przed siebie. Nie ma co okazywać strachu – myśle, próbując dodać sobie otuchy – To tak, jak z dzikim zwierzem. Jak zobaczy, że spierdalasz, to zaatakuje. – Logika po pijaku kurwa. Chociaż w sumie dobrze, że miałem trochę w czubie, bo dodało mi to odwagi. Kolezka był wkurwiony i to ostro. Zaczął coś pierdolić po taglishowemu i wymachiwać mi gnatem przed oczami. – Easy Kuya! – mówie spokojnie. – Zaraz to wyłączymy. – Odwróciłem się, ruszyłem powolnym krokiem w stronę biesiadników i modliłem się, żeby koleżka nie posłał mi kulki między łopatki. Podszedłem do małżonki i kazałem jej spierdalać do domku na drzewie. Mój synek miał wtedy z półtora roczku. Szwagier wziął go pod pachę i poszedł w ślady mojej żony. Wyrwałem mikrofon z ręki najebanej szwagierki i dałem go młodej, utalentowanej kuzynce. – Śpiewaj słowiku! – mówie do niej. Muzyka łagodzi obyczaje. Niech śpiewa, jak aniołek kurwa. Niech śpiewa swoim aksamitnym głosem i niech topi lód z serca. Poszedłem z powrotem do koleżki przy bramie. Nie mogłem ryzykować, żeby wlazł i kurwa straszył innych, albo co gorsza zrobił im krzywdę. Znając szwagrów, sprowokowaliby tylko typa i kurwa bieda by była. Koleżka przy bramie dalej stał w pozycji mafiozo, patrząc się na mnie, jakbym mu ojca harmonią zajebał. – Pasensiya Kuya… – Tyle byłem w stanie z siebie wydobyć. Typek mruknał coś, czego nie zrozumiałem i poszedł w pizdu, a ja zostałem w kałuży szczyn.

Jak to zwykle bywa w krajach trzeciego świata, prawo rzadko pokrywa się z rzeczywistością. Na Filipinach według prawa, żeby posiadać broń palną trzeba spełnić kilka kryteriów. Głównym jest stałe zatrudnienie i odprowadzanie podatków. Ponadto panuje całkowity zakaz posiadania przy sobie broni palnej w miejscach publicznych. Nie dotyczy to elit oczywiście. No i jak się domyślacie, broni nie może posiadać obcokrajowiec, co można ominąć w łatwy sposób żeniąc się z Filipinką. Posiadanie broni regulowane jest prawnie na Filipinach od zaledwie 10 lat. Dajecie wiarę? Przecież to jest kurwa nie możliwe, żeby ktokolwiek się tu do tego stosował. Ośmielę się stwierdzić, że każdy Filipińczyk klasy średnio-zamożnej ma w domu gnata, a co drugi biedak ma do gnata dostęp. A nawet, jak nie ma do niego dostępu, to zna kogoś, kto ma. Na Filipinach wielokrotnie bawiłem się spluwą. Trochę postrzelałem w drzewa i ptactwo. Broń palna jest tu tak powszechna, jak meczet w Londonistanie. Poproś tubylca, a na jutro ci coś ogarnie.

Kiedyś ze szwagrami wieczorem dyskutowałem zawzięcie o polityce. O tych ich komuchach i o tym, kto ich w ogóle zbroi. W pewnej chwili jeden ze szwagrów gdzieś poszedł w pizdu. Po paru minutach wraca z gnatem. Ja pierdole… Filipińczycy uwielbiają szpanować kurwa. Jak oni to kochają. Chuj, że z tematem dyskusji miało to tyle wspólnego, co feministka z kobietą. Gnatem trza się pochwalić. I tak kurwa pół wieczoru bawiliśmy się klamką, aż kobity nas nie zjebały. Historyjka pokazuje tylko, że na każdym wypizdowie, z nikąd… z dupy miejscowi ci wyjmą pukawkę. Warto mieć to na uwadze przemieszczając się po tym kraju.

Co się tu będę rozwodził, jak Arnold Schwarzenegger z Marią Shriver. Chceta pistoleta, to jedźta na Filipiny! Nigdzie nie dostaniecie go z taką łatwością. Na koniec przemycam kawałek w wykonaniu mojego bandu. Pisząc wcześniej o moich punkowych ekscesach, wpadłem w nostalgiczny humor i postanowiłem pogrzebać w kartonie z CDkami. Z tematem ma to tyle wspólnego, co wcześniej wspomniana feministka z kobietą. Ot naiwne pseudo, eko pierdolenie geenanarchisty. Potwierdza to fakt, że nawet na antypodach, nie da się być daleko od „Tego”. O czym przekonałem się dopiero po latach. Życie kurwa. Bunkrów nie ma. Miłego słuchania! Do następnego! Pozdro!

Jeż w Marchewce feat. Gawla – „Daleko od Tego” (2003)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: