Dobrze powodzi się na Filipinach

Siema! Z dzisiejszym wpisem rozpoczynam cykl pod tytułem – Klęski żywiołowe. Na pewno wielu białasów żyjących na Fili, nie jest wielkim fanem wszelkich złowieszczych ataków natury. W tym ja! Zgadnijcie. Tak jest – wkurwiają mnie! Na pierwszy ogień przedstawię powodzie.

Otóż powódź na Filipinach, to nierozłączny element pory deszczowej, jak w Polsce mróz zimą. Tak, jak my wstajemy rano, wyglądamy przez okno i widzimy szron – Ale przymroziło… – Tak Filipińczyk wstaje rano, wygląda przez okno i widzi jak wszystko pływa – Ale napadało… – Często jednak budzi się i sam pływa. Obszar, na którym mieszkam, to jedna, wielka, kilkuset-tysięczno hektarowa patelnia. W porze suchej tak napierdala gorącem, że nie można tego skwaru znieść, a w porze deszczowej cała woda spływa tu z okolicznych gór i się kisi. Woda powodziowa, to siedlisko zarazy, w której pływa wszystko. Cały syf zebrany z okolicy, wszystkie ścieki, wszystkie zdechłe, potopione zwierzaki, błoto, śmieci, wszystko. Ulice są w takich rejonach nieprzejezdne, a domy nie do zamieszkania. Pomijając fakt, że nie ma tam ani bieżącej wody, ani prądu, to mieszkać w rejonie powodziowym jest zwyczajnie niebezpiecznie. Z kibla i zlewów napierdalają czekoladowe fontanny. W większości przypadków wiatr zdąży pozrywać już druty wysokiego napięcia, zanim woda wleje wam się do mieszkania. W przeciwnym razie domownicy mają instant pool party. Wszyscy tańczą bredgensa w basenie, jak poziom wody dosięgnie wysokości gniazd elektrycznych. Do tego dochodzi jeszcze… A z resztą. Posłuchajta!

Któregoś dnia, wczesnym rankiem szwagierka budzi nas głośnym chluptaniem, bo okazało się, że wody najebało do domu po łydki. Nocleg zaliczyliśmy tego dnia u niej w domu, który położony był na terenach dość zalewowych. Cała rodzinka w stoickim spokoju rozpoczęła pakowanie manatek. Małżonka mówi mi, żebym zwlekał dupsko z wyra i zwijamy się stąd, po czym zaczęła wyławiać nasze graty, które dryfowały sobie po izbie. Ja miałem wyjebane oczywiście. Poziom wody jest na tyle nisko pod poziomem łóżka, że dupy nie zmoczę, więc postanowiłem uciąć sobie drzemkę. Po 30 minutach cała armia gotowa do wymarszu, tylko jeden głupi białas jeszcze śpi. Małżonka wkurwiona jazgocze, że wychodzimy. Mamaya… – wymruczałem. Powodzianie odeszli okupować hacjendę drugiego brata, który mieszka nieopodal, a do którego woda jeszcze nie dotarła. Ja obróciłem się na drugi bok i wróciłem do krainy snów. Przebudziłem się jakiś czas po brzasku, ale złapałem lenia, więc postanowiłem pognić jeszcze i poczytać książkę w tej romantycznej sceneri. W trakcie czytania usłyszałem jakieś pluski w przedpokoju, ale nie przykuło to mojej uwagi na tyle, żeby zareagować. Zareagowałem dopiero, jak zobaczyłem co było przyczyną tych plusków. Kantem oka zanotowałem jakiś ruch… Patrzę kurwa, a to wąż właśnie wpływa do pokoju! Zerwałem się na równe nogi na tym łóżku. Jadowity?! Niejadowity?! – spanikowałem – Nie wiem kurwa, nie znam się! – Zacząłem skakać z lewa na prawo, jak pojebany, wydając z siebie okrzyki wojny. Chciałem odstraszyć nieproszonego gościa, mimo tego, że sam byłem sto razy bardziej zesrany od niego. Niestety moje małpie gesty w ogóle nie zrobiły na nim wrażenia. Bez większego namysłu, tak jak trzymałem, tak pierdolnąłem w niego tą książką. Teraz po czasie szkoda mi jej kurwa. Moja ulubiona, „Wyspa Skarbów” Roberta Stevensona, wydanie z roku 1964.  Książka chlupła tylko o taflę, a wąż dalej niewzruszony. Żebym to jeszcze kurwa celniej trafił… Skończyły mi się pomysły, jak i amunicja. Wąż krążył chwile po pokoju, po czym postanowił wpłynąć pod łóżko. Teraz, albo nigdy! – pomyślałem – i dałem susa do wody, w stronę drzwi. Biegłem ku wyjściu najszybciej, jak się da. Chociaż wiecie, jak się biega po wodzie? Wyjebałem się oczywiście kilka razy w panice, biorąc kąpiel w tych sikach Weroniki, które zalały całe mieszkanie. Jak dotarłem do reszty powodzian, to widząc mnie całego mokrego pytali co się stało. Ja tylko wzruszyłem ramionami i dzida pod prysznic. Bo co miałem im powiedzieć? Że znowu mieli rację, a ze mnie uparty chuj? Patrząc na to wydarzenie z perspektywy czasu wolę raczej nie myśleć o tym, że ten wąż był zupełnie bezbronnym stworzeniem, bo wyglądałbym wtedy, jak skończony idiota. Trzymam się raczej wersji, że dzięki swojej odwadze i determinacji, przechytrzyłem śmiercionośnego gada, zachowując przy tym zimną krew. Wam też się bardziej podoba ta druga wersja, nie?

Poprzednio pisałem wam jakiś pseudo poradnik budowlany. Możecie dopisać do niego jeszcze dwa punkty. Pierwszym będzie szukanie działki w terenach, które nie są zalewane systematycznie. Jak to sprawdzić? Najlepiej przemieszkać cały okres deszczowy i poobserwować co się dzieje. A drugim, będzie budowanie się w chuj powyżej poziomu ulicy. Już tłumaczę dlaczego. Lokalne władze wpadły na pomysł, co tu zrobić, żeby woda nie stała na ulicach. Hmm… Pomyślmy… Skoro nasze systemy odprowadzania ścieków są spierdolone, to zamiast przerobić je, na te o większej przepustowości, to… może… Tak jest! Podniesiemy drogi! Za każdym razem, kiedy kładziona jest nowa warstwa asfaltu na Fili, to stara nie jest zdzierana. Nowa idzie na wierzch, podnosząc ulicę o kilkanaście centymetrów. Sukcesywnie po wielu takich „naprawach” ulica jest w końcu pół metra nad posesją mieszkalną. Woda ścieka wtedy z ulicy prosto do domów ludzi. Tragedyja… Filipińczycy mają pewną ciekawą postawę życiową, którą opisuje cytat: „Zamiast czekać, aż przejdzie burza, naucz się tańczyć w deszczu”. To akurat święta prawda. Filipińczyk świetnie umie tańczyć w deszczu. Tak świetnie, że pomimo tego, iż w powodziach giną rocznie setki ludzi, to wpisując w googlach „powódź na Filipinach” najczęściej wyskoczą wam takie obrazki, jak wyżej zamieszczony.

Któregoś dnia (tym razem bardzo deszczowego) wybrałem się po coś, gdzieś, nie pamiętam. Dajmy na to, że po zakupy do miasta. Wziąłem trajcykla prosto spod drzwi domu, bo auto rozjebane, a nie widziało mi się czekać pod prysznicem na Jeepneya. Mniej więcej w połowie drogi wjebaliśmy się w drogową rzekę. Patrzę na kierowcę, ten z niewzruszoną miną jedzie dalej. Woda wlewa się kurwa do przyczepki trajcyka, a na twarzy kierowcy dalej patos. Po chwili zatopiłem się już po jaja i kurwa zaczynałem brać głębokie oddechy, gotowy do nurkowania. Ale w tym momencie trajcykl pierdnął i zgasł. Wysiadłem, żeby pomóc przepchać go przez jezioro. Bo to się nagle jezioro zrobiło, a drogę rozpoznać można było tylko po dwóch rzędach krzywych, jak zęby menela, słupów telegraficznych. Nagle dopadła mnie pilna potrzeba wyskoczenia w krzaki. Mówie do gościa, żeby poczekał, odleje się tylko. Ziomuś do mnie – To lej do jeziora. I tak to, w czym brodzimy jest gorsze od twoich siuśków. – W sumie miał rację, więc zrobiłem swoje. W trakcie lania do jeziora zauważyłem, że w oddali lokalna telewizja kręci jakieś newsy, czy cuś. Dziennikarka próbowała z całych sił podkreślać dramaturgię całej sytuacji, którą niweczyły grupki dzieciaków wesoło tańczące w wodzie. No nie mogła biedna złapać odpowiednio przygnębiającego kadru, bo to albo lokalsi grają w wodną koszykówkę, albo surfują na połamanych drzwiach, albo co chwila ktoś ją zaczepia z uśmiechem na twarzy. No jest wesoło kurwa, chociaż pomyślałbyś, że sytuacja na to w ogóle nie wskazuje. Nie wiem, czy jej reportaż zakończył się sukcesem, czy nie, bo już ją minęliśmy, a kierowca właśnie odpalił trajcykla.

W Europie cos takiego nazywa się „klęska zywiołowa”, „kataklizm”. Przypominając sobie wielkie powodzie w Polsce na południowym zachodzie w latach 90-tych, toż to była tragedia. Ludzie potracili dorobki całego życia. Płakali. Cała Polska zrzucała się na powodzian. A na Fili? Impreza, sporty wodne i zabawa. Co kraj, to obyczaj. Powodzi się na Filipinach! Do następnego! Pozdro!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: