Wkurwiony na Syfilinach

Eloszki. Dzisiaj Wkurwiony wujek prezentuje syf kiłe i mogiłe. Jeśli ktoś poprosiłby mnie, żebym w dwóch słowach opisał Filipiny, to odpowiedziałbym – wysypisko śmieci. Jak żyje nie widziałem tak zajebanego śmieciami miejsca, jak Syfiliny. I to nie piękne plaże, czy inne cudne widoczki będziecie najczęściej oglądać odwiedzając ten kraj, a właśnie hałdy odpadów.

Musicie zrozumieć jedną rzecz moi drodzy czytelnicy. Te wszystkie błękitne plaże, czy inne zapierające dech w piersiach miejscówki turystyczne, które wertujecie w sieci, to nic innego, jak prywatne resorty, w których będą was za wszystko kasować. Bulicie za wstęp. Bulicie za stolik pod daszkiem. Bulicie za kawałek leżaka. Za papu. Za piciu. I za inne pozostałe atrakcje w postaci basenów, karaoke, albo innych kajaków, łódek, chujów mujów. Na Fili nie istnieje coś takiego, jak piękna publiczna plaża wzorem z katalogów podróżniczych. Takie plaże są albo zajebane śmieciami, albo to wy będziecie zajebani po wejściu w takie miejsca. Mi się to kurwa w głowie nie mieści, jak można tak zapuścić otaczające środowisko w zaledwie kilka dekad… Jeżeli planujesz wybrać się na jakąś dziką plażę, to przygotuj się, że pokaleczysz sobie giry, zanim dotrzesz do wody. O ile będziesz do tego na tyle spostrzegawczy i dojrzysz gdzie pod tym syfem kończy się piasek, a zaczyna morze. Wkurwia mnie to przeogromnie. Z perspektywy turysty, nie przeszkadza płacenie za wejściówkę, bo przecież po to tu przyjechał. Ale z perspektywy mieszkańca wkurwia to, że nie można się nigdzie wybrać na dziko. No… Przesadziłbym mówiąc „nigdzie”. Luzon ma kilka perełek. Nie będę się wypowiadał, jako znawca całych Filipin. Visayas liznąłem tylko o północny Samar. A na Mindanao nie byłem w ogóle ze względu na MILF’a. Ale nie takiego znanego wszystkim z pornosów. MILF na Fili, to Moro Islamic Liberation Front. Czyli muzułmany kurwa, które od dawna roszczą sobie prawa do autonomii. Rząd średnio im na to pozwala, dlatego są tam z nimi ciągłe problemy. Co prawda tylko na niewielkiej zachodniej części, ale tak, czy siak jebie ich i trzymam się od nich z daleka. Info ciekawostka – poza wybrzeżami Somalii oraz Papui Nowej Gwinei, to właśnie na wybrzeżach Zamboangi do dzisiaj popierdalają piraci. No ale oczywiście zgubiłem wątek kurwa. Wracamy do tematu. Luzon zjeździłem wzdłuż i wszerz, i jak pisałem wyżej znalazłem tu kilka perełek. Posłuchajta!

Któregoś słonecznego dnia wybrałem się na przejażdżkę wzdłuż morza południowochińskiego. Po drodze nadziałem się na małą rybacką wioskę. Postanowiłem spędzić tam noc, biesiadując do późna z miejscowymi. Następnego ranka poprosiłem już zaprzyjaźnionego lokalsa, żeby opłynął mnie swoją pyrkawką  naokoło zatoki. Po wypłynięciu trochę w morze moją uwagę przykuł klif, którego z lądu nie było widać. Poprosiłem ziomka, żeby mnie tam zabrał i kurwa decyzja to była w dychę. Za klifem schowana była zatoka. Długości może 300 metrów. Otoczona wysokim pasmem górskim, niedostępna z lądu. Woda turkusowa. Piaseczek drobniutki, kremowo-biały. A w głębi las, nie palmowy, a sosnowy! Dajesz wiarę?! Co za niesamowity widok. Wszystko nie skażone jeszcze filipińskimi baletami. Pytam ziomeczka, dlaczego tu tak pusto? A on mi na to, że podobnych plaży mają kilka za wioską i do tego lepiej dostępnych. Miód! Innym przykładem mojej ulubionej miejscówki jest wodospad położony dość wysoko w górach. Popierdalać trzeba co najmniej 5 godzin z buta, bo niczym tam się nie da wjechać. Do tego można się tam nadziać na NPA, dlatego miejscowi rzadko się tam wybierają (jak chcecie się dowiedzieć więcej o NPA, to odsyłam do mojego wpisu o Nice People Around. Na Luzon są też czekoladowe wzgórza. Poważnie. Nie jest to wyłączność tylko dla Bohol.

No ale to temat o syfie, więc schodzimy na ziemie. Plaże mamy obcykane, to wieszamy psy na rzekach-ściekach. Zasada jest prosta. Im bliżej ujścia, tym bardziej radioaktywna. Jeśli chcecie zrobić sobie piknik nad potokiem, to polecam wybrać się tak wysoko, by minąć wszystkie wioski. Wtedy będziecie mieć pewność, że woda jest krystaliczna i nikt w niej nie mył dupska, albo nie patroszył świniaka. Natomiast przy ujściach radze do takiej rzeki nie podchodzić. No chyba, ze nie przeszkadzają wam powyrastane dodatkowe kończyny. Wyobraźcie sobie największy syf, jaki tylko przychodzi wam do głowy. Macie to? Świetnie! Tak właśnie wygląda każda filipińska rzeka zanim tylko wpadnie do morza.

Obserwując filipińskie obyczaje i ich odkrywcze wynalazki, czasem mnie przestaje dziwić ten burdel, a zamiast tego głowa zaczyna napierdalać od facepalmów. Mistrzowskim przykładem są szczalnie. Nie wiem, jak to nazwać, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem, więc nazywam to szczalnia. Filipińczycy mają taką tradycję, że szczają gdziekolwiek im przyjdzie na to ochota. Wielokrotnie spotkałem się ze znakiem „bawal umihi dito”, co znaczy zakaz sikania w tym miejscu. Także możecie sobie wyobrazić na jaką skalę. Dlatego stworzono tu szczalnie. Szczalnia, to zwyczajnie trzy ścianki metalowe, na wysokości od kolan do szyi, postawione na środku chodnika. Delikwent wchodzi w zasłonkę i leje. Zero pisuaru, zero kurwa kratki ściekowej. Delikwent leje, a szczyny rozlewają się pocałym chodniku. Nie sposób przejść obok szczalni, nie włażąc w strugi moczu. Pomijam już fakt, jak od tego jebie… Toalety na Fili wcale nie wyglądają lepiej. Nazywają się tu Comfort Room. Ani to Comfort, ani kurwa Room. Po pierwsze nigdy nie ma deski klozetowej, tylko siadasz prosto na ceramikę. Po drugie… Nie ma papieru! Nigdy! Tam gdzie w Polsce wisi papier toaletowy, to na Fili ze ściany wystaje kranik, a pod nim stoi wiadro, w którym pływa kawałek rondla, albo kubek. I jak tu teraz dupe wytrzeć? Czy ja mam kurwa nabrać wody do rondla, a potem moczyć w nim rękę i smarować po rowie? Czy może wsadzić dupsko we wiadro i skrobać gwiazdę kubkiem? Zapytaj miejscowego jak, to ci nie powie, bo to wstydliwy temat dla nich. Ale okazuje się, że jest na to technika. Nie opiszę jej, a pozwolę wam samym ją odkryć obsrywając sobie palce kilka razy.

Ciekawym jest fakt, że to właśnie my biali jesteśmy dla miejscowych brudasami. Składa się na to wiele niuansów kulturowych. Na przykład jedzenie. Filipińczyk je tylko ręką prawą, bo lewą myje dupę. Leworęczny (jak na przykład ja) jak wpierdala lewą ręką, to jest zwyczajnie obrzydliwy, pomimo tego, że nie wycieram dupy po filipińsku. Jak podajecie rękę na Manu Po, to też tylko rękę prawą. Manu Po, to filipińskie błogosławieństwo i okazanie szacunku do osób o pokolenie starszych. Młody podchodzi i wyciąga rękę w stronę seniora. Senior podaje ja młodemu, a ten przykłada ją sobie do czoła. Jak prosicie o błogosławieństwo, to też sięgajcie po rękę prawą. Palce seniora są przy Manu Po na wysokości waszego nosa i przy lewej ręce nie raz sztachniecie się gównem, jak babcia akurat skończyła posiedzenie pięć minut temu. Do tego dochodzi jeszcze temat Tuli, czyli obrzezania. Nie wiem kurwa skąd to się tam wzięło, bo podobno na Fili obrzezali mężczyzn jeszcze przed konkwistą. Wiki mówi, że to prawdopodobnie wpływ muzułmanów, którzy pojawili się na Filipinach przed hiszpanami. Tuli to pewnego rodzaju rutyłał. Młody chłopak, wraz z obrzędem obrzeznia wchodzi w dorosłość. Ci chłopcy, którzy nie mają Tuli są zazwyczaj obiektem drwin starszych, a dorośli mężczyźni bez Tuli są uważani przez miejscowych za brudasów.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o Syfiliny. Bo ile można pisać o tym, że ten kraj jest zanieczyszczony do wszelkich granic. Smutne jest to, że nic z tym nie można zrobić, bo taki lajfstajl jest bardzo głęboko zakorzeniony w mentalności każdego Filipińczyka. Poza tym ma on na głowie większe problemy niż ochrona środowiska. Rząd ma wyjebane na maluczkich, którzy zdani są tu sami na siebie. Nie ma tu miejsca na sentymenty kurwa. Nikt się nie będzie rozczulał nad tym, że jego Jeepney zanieczyszcza powietrze, skoro dzięki niemu ma co do garnka włożyć. Albo nad tym, że skaża rzekę odchodami, skoro jego warunki mieszkalne nie dają mu innego wyboru. I z powodu tej niemocy Syfiliny są  dla mnie wkurwiające. Do następnego! Pozdro!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: