Bliskie spotkanie z Kapre

Elo! Dzisiaj trochę paranienormalnie – Duchy na Filipinach. Temat duchów, wampirów, wielkoludów, krasnali jest w chuj wkurwiający. Tu nie ma opcji, czy wierzysz, czy nie wierzysz. Tak jak oczywistym jest, że woda jest mokra, a żar – gorący, tak samo na Fili oczywistym jest, że duchy istnieją i chuj.

Tutaj wszelkie paranormalne wydarzenia są na porządku dziennym i nie ma typa, który nigdy wcześniej się z tym nie spotkał. A tylko powiedz miejscowemu, że nie wierzysz w te bajki, to oburzy się i zmierzy cię wzrokiem, jakbyś miał nie po kolei w głowie. Czy wierze w duchy? – zapytacie. Po 10 latach przygód na Filipinach – Nie wierze. Ale coś jest kurwa na rzeczy, i to mówię ja – Wkurwiony sceptyk w tym temacie. Pomyślałem, że nie będę pisał o Aswang (filipińskiej odmianie wampira). W chuj w sieci, na różnej maści blogach, wpisów o tych stworzeniach. A jeszcze więcej książek i artykułów. Aswangi pochodzą z wysp Visayas, czyli terenów mi odległych. Nigdy ich nie widziałem, więc nawet nie opowiem nic ciekawego, a wikipedii nie lubię kopiować. Zamiast tego naskrobię o moim bliskim spotkaniu z Kapre. Posłuchajta!

Kapre, to Filipiński wielkolud, który siedzi se zazwyczaj na gałęzi drzewa i se kurwa jara faje. Ma długie, grube, czarne włochy i mierzy ponad dwa metry. Mój znajomy (nazwijmy go Kuya Domingo) ma „trzecie oko”. To takie określenie na ludzi, którzy ponoć widzą paranienormalne stworki. Ile razy opowiadał mi historię, że na mangowym drzewie w kształcie krzesła, w pobliżu domu jego brata, siedzi czasem Kapre. Jak pisałem w poprzednich wpisach Filipińczycy są – jak to oni mówią – mayabang. Lubią się popisywać. Dlatego wszystkie ich opowiastki dzielę zawsze przez sto. Któregoś słonecznego dnia… a nie. Tym razem było to akurat po zmroku. Tego wieczoru szliśmy właśnie do jego brata. Najkrótsza droga prowadziła przez mangowy sad. Popierdalaliśmy tą ścieżką już nie raz. Z drogi w prawo i 20 minut prosto przez las, jak w mordę strzelił do zadupia, gdzie mieszkał jego brat. Tego wieczoru, jak zeszliśmy w sad, mniej więcej w połowie drogi Kuya Domin stanął jak wryty – Kapre… – wyjeczał – Doon… – wskazał palcem na jakieś krzaczory. Ja tam kurwa nic nie widziałem, ale jakoś nie za bardzo byłem wtedy skory sprawdzać. Kapre nie jest specjalnie wrogo nastawiony. Ot znany jest z tego, że nudzi mu się czasem i dla hecy pierdoli ludziom w mózgach swoimi mocami nadprzyrodzonymi. Wpędza ich po prostu w zakłopotanie. Jak mówiłem – nie sprawdziłem, czy tam siedzi, bo sam się spietrałem widząc wyraz twarzy Kuya Domina. Wzruszyłem tylko ramionami i udałem się w dalszą drogę. Zapierdalamy już z pół godziny. Dawno powinniśmy być na miejscu. Kuya Domin też to zauważył. Nie sposób się zgubić kurwa, wystarczy trzymać się ścieżki przez około kilometr. Za chwile patrzymy i znowu jesteśmy w tym samym miejscu, które mijalismy już wcześniej – przy drzewie w kształcie krzesła. Trochę zgłupiałem wtedy. Kuya Domin wybałuszył gały i jeszcze raz ruszyliśmy przez sad. Po około półgodzinnej wędrówce, tym razem uważnej, żeby nie zatoczyć kolejnego koła, dotarliśmy znowu pod to pierdolone drzewo! Teraz to się wkurwiłem – Mam dość tego lasu – mówie, po czym skręciłem w lewo ze ścieżynki, żeby wyjść na drogę. Popierdalalismy chyba z godzine i nie zgadniecie gdzie dotarliśmy. Tak kurwa, znowu pod to jebane drzewo… Na jego ponowny widok wkurwienie momentalnie mi zeszło. Zamiast tego zesrałem się troche. Kurwa, zmeczony jestem… – mówie do Kuya Domina – Już ze trzy godziny łazimy po tym lesie. Wracamy. – Droga powrotna dłużyła się niemiłosiernie, a niepokój dawał się we znaki. Wędrowaliśmy w milczeniu kolejne pół godziny, by… dotrzeć pod to samo drzewo. Teraz możecie sobie pomyśleć, że robie sobie z was jaja. A mi wcale nie było wtedy do śmiechu. A żeby podkręcić horror, to w tym momencie zza tego pierdolonego drzewa nagle rozległ się szelest. Coś lazło w naszą stronę. Włos mi się zjeżył. Majty już nie mieściły kupy. Postać zaczynała być widoczna w świetle księżyca. Przygarbiony, rozczochrany stwór był już kilka kroków od nas. Stałem, jak wryty. No bo gdzie spierdalać? Znowu pod to samo drzewo? Stwór stanął przed nami i jęknął – Nareszcie! Myślałem, że już się nigdy nie wybierzecie! – Brat Kuya Domina wyszedł nam naprzeciw, po czym tą samą ścieżką, w kilka minut, zaprowadził nas do swojej chatki na zadupiu. Późnym wieczorem, przy flaszce, Kuya Domin podniecał się, jak to Kapre nie leciał z nami w chuja. Ja nie wiem, czy to był Kapre, czy Srapre, ale doświadczenie to, było tak surrealistyczne, że przez moment trochę się wystrachałem.

Któregoś słonecznego dnia szukałem mieszkania na wynajem. Znajomi polecili mi kawalerkę, która od miesięcy stała pusta. Pokój trzy na trzy, na poddaszu, kuchnia i kawałek sracza. 1500 PHP na miesiąc, dobra lokalizacja. Ok, gdzie haczyk? – pytam – Poprzedni lokator zmarł podczas snu – mówią. Wpierdalają te swoje słoniny, to pewnie zszedł na zawał – pomyślałem – Na Fili takie historie, to chleb powszedni. Truposz mnie nie zniechęci. Biore! Pomieszkałem dwa tygodnie i wypierdoliłem szybciej niż wbiłem. Oto moja relacja z walki z filipińskim Poltergajstem. Posłuchajta!

To mieszkanie było nawiedzone. Nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć historie, które się tam odpierdalały. Każdego dnia, od momentu zamieszkania, punkt 18:00 – światła migotają, a z kuchni wydobywa się dźwięk napierdalania czymś metalowym. Problem z elektrycznością, to norma na Fili, więc pierwszego dnia olałem. Na drugi dzień już mnie to zaczęło wkurwiać. Któregoś kolejnego dnia poczekałem sobie w kuchni, żeby zlokalizować źródło napierdalania. Punkt 18:00, światła migotają, a metalowy napierdal tym razem zaczął dochodzić z pokoju. Zesrałem się trochę, biorąc pod uwagę wcześniejsze wydarzenia nocne. Punkt 12:00 w nocy – SZSZSZUUU!!! Po blaszanym dachu, jakby kto ryż, albo jakieś ziarna wysypał. Na następny dzień zaglądam na dach – pusto. Mój dach jest jednym z najwyższych w okolicy. Zero drzew. I każdej nocy ta sama historia. Ojebałbym może, ale dokładką tego wszystkiego był jeden i ten sam koszmar nocny. Śniło mi się, że leżę w tym mieszkaniu. W pewnej chwili ktoś puka do drzwi. Wstaje, żeby otworzyć, ale w momencie wyciągniecia ręki po klamkę, zamieram. Nie mogę się kurwa ruszyć. Próbuję zapytać kto tam, ale nie mogę wydobyć z siebie głosu. Tkwię przerażony w paraliżu. Po jakimś czasie świadomość bierze górę i dochodzi do mnie, że śpię. Próbuję się wybudzić i nie daje rady. Po dłuższym wysiłku otwieram oczy. Leżę na wznak z wyciągniętą ręką w stronę sufitu, a serce napierdala, jak pojebane. Zerkam na zegarek – 5:00 rano. Co noc to samo! Punkt 18:00 – migocące światło i napierdalające metale. Punkt 12:00 w nocy – SZSZSZUUU! Ryż po dachu. Punkt 5:00 rano – pobudka po koszmarze. Pierdole – pomyślałem – nie uśmiecha mi się zostać drugim trupem. Spakowałem graty i czapka stamtąd.

Takich historii mam jeszcze garść, ale zostawie je na kolejny wpis o podobnej tematyce, jeśli będziecie zainteresowani. Temat duchów i innych mitycznych potworków na Fili jest wkurwiający, bo sam nie wiem, co mam o tym myśleć. Z jednej strony rozsądek i logika mówią jedno. Z drugiej strony nie mogę patrzeć obojętnie na doświadczenia, które przeżyłem. Jedno się w moim podejściu zmieniło. Nie robie już sobie z tego jaj. Do następnego! Pozdro!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: